Bardzo dobrze pamiętam tamten wieczór. Pamiętam cały dzień. Poprzedni wieczór nie bardzo. Trochę popiliśmy. Wraz z przyjaciółmi eliminowaliśmy najsłabsze komórki mózgowe, studenci różnie przygotowują się do sesji. Wyborowa, troszkę piwek (chyba portery, od czasu gdy przestali robić zielone okocimie nie mam ulubionego piwa, portery lubię). Studia...od kiedy dobrowolnie poddałem się pracy, ze łzami w oczach wspominam te lata wolności. Ogarnąłem się koło południa. Ulica Karmelicka, słoneczny dzień, laski już w miniówkach. Na 18 byłem umówiony ze znajomymi na Kazimierzu. Wszyscy bylismy pewni zwycięstwa. Nie było sensu wracać do domu, staruszkowie wylatywali na wakacje, a ja już pożyczyłem im udanego urlopu. Jak Holden Caulfield Śp. JD Salingera (niedawno się mu zmarło). Mały spacer. Rynek, parasolki, oczywiście piwko, (to że: "na kaca najlepsza jest praca" musiała wymyślić jakaś kobieta). Zegar na ratuszu chodził tak samo wolno jak moja Festinka. Jeszcze tylko kilka godzin. Empik, zobaczymy co słychać wśród książek i dvd, to samo co na torrentcie. Kilka telefonów, rekonstrukcja (Badyl). Gruzińskie żarcie. Wisła, spacerek, wspinaczka na Wawel, turyści, rzecz jasna w miniówkach. Papierosek. Kolejna godzina. Ech...czas dłuży się jak w pracy. Idę na ten Kazimierz. Tak sę spaceruję se. Piwko, rzecz jasna parasolki. Zaczynają się schodzić znajomi. Nie ma bata we wsi, na pewno wygramy. Zapite albiońskie gęby już na horyzoncie. Już wśród przyjaciół. Cała knajpa za Angolami, ale luźno. Piwko kupione, popielniczka na stoliku, hymn LM, zaczynamy!
Tak to się zaczęło. Maldini, Crespo , Crespo. Smsy od fanów Juve i Interu- gratulacje:" Bravo! dla Maldiniego to najlepszy moment na zakończenie kariery"....druga połowa...dogrywka... karne, Dida broni, jest nadzieja, strzela Scheva...
Może nie jest to temat na felieton, nie wiem czy tak można to nazwać. Yyy... chciałem, tego...no...Człowiek uczy się całe życie. My Fani Milanu tej lekcji nie zapomnimy. Nigdy. Każdego z nas tamten mecz przyprawia o wkurzenie. Od tego meczu nie potrafię się cieszyć z korzystnego wyniku, dopóki sędzia nie zakończy meczu. Tak! My swoja lekcję dostaliśmy ( a może był to tylko chichot scenarzystów naszych marnych żywotów, ble ble ble). Dopóki piłka w grze. Kij ma dwa końce, wynik może się zmienić niekorzystnie, albo wręcz odwrotnie. Dopóki piłka w grze...
Czeka nas trudne spotkanie, musimy wygrać drugą połowę, pierwszą przegralismy u siebie. Już nas skreślili? Kto jest bez wiary niechaj pierwszy spada z tej strony.
Tak, my fani Milanu dostaliśmy swoją lekcję, dlaczego to samo nie miałoby spotkać fanów ManU?
Już raz na ich stadionie szczęście nam sprzyjało, Dida bronił wtedy znakomicie.
25 maja 2005 roku los zgotował nam Stambuł, teraz My zgotujmy Stambuł Naszemu rywalowi.
A żeby moje wypociny miały chociażby nogę, zaaplikuję cytat:
"Nadzieja jest matką głupich, co nie przeszkadza jej być uroczą kochanką odważnych"- Stanisław Jerzy Lec.
Komercjalizacja, klasa... czy duch walki i prostoty, który (jak dla mnie) w ostatnich latach tak kochamy? Co jest najważniejsze? Wydawałoby się, iż priorytetem w kwestii pięknego futbolu powinna być walka i duch rywalizacji, a zarazem zgranie drużyny. Jednakże to, co było ważne, zanikło, lecz czy bezpowrotnie? Po ostatnich rankingach Fifa, proste i jasne jak słońce okazało się, że Real wraz z 405 mln € dochodu w poprzednim sezonie nie oznacza futbolowej marchii. Milan, który uplasował się na 10. miejscu, potrafił pokonać madryckich piłkarzy, chociaż dzieli ich ponad 200 milionów euro różnicy. Jakiż jest tego powód? Ciężko to określić jednym, składnym, nawet rozbudowanym zdaniem. Na początek spróbuję przybliżyć możliwości finansowe tych najbogatszych.
Taka jest mentalność nie tylko Realu, również Barcelony. Państwo i wiele możnych, wpływowych osób z firm, na przykład Rupert Stadler z koncernu AUDI wspiera ten klub. Dlaczego? Tu rodzi się pytanie, nurtujące nie tylko zaciekłych fanów innych klubów. Spróbujmy spojrzeć na to trzeźwym okiem. Real to wizytówka Kastylii, a co za tym idzie wizytówka stolicy. Niezależnie od tego, jakie miewali problemy w przeszłości. Podobnie sprawa tyczy się klubu Dumy Katalonii, to również polityka i na pewno rzec można odzwierciedlająca dążenia Katalończyków do niezależności finansowej. Cały możny kapitał tej autonomicznej wspólnoty, stoi za tym klubem i nie ma tu mowy o problemach zadłużeniowych w bankach. Więc, czy możemy mówić o tym, że spółdzielnie finansowe będą się bały dawać kredyty tak wpływowym klubom? Zwróćmy także uwagę, jaką sumę Real zainkasował po przyjściu Ronaldo, Kaki, Alonso i reszty całej plejady gwiazd. Reklamy, koszulki, kubeczki. Najciekawszą sprawą jest fakt, iż Real czy Barca ma wpływy od kilku obcych kapitałów, plus nie muszą się martwic o wysokie straty podatkowe. Inaczej sytuacja tyczy się zespołów z Półwyspu Apenińskiego, Wysp Brytyjskich, czy byłego NRD, gdzie to zarząd wybiera jednego (wpływowego) pracodawcę (czyt. prezesa). Wracając do samej istoty piękna futbolu, czy ono powróci? Czy takowe w ogóle istniało?
Zapewne tak, bez dwóch zdań. Piękno Ligi Mistrzów daje się odczuć za każdym razem, kiedy słyszymy jej hymn. Platini, szef federacji UEFA, zajął się sprawą piękna futbolu, dając szansę uboższym ekipom na zaprezentowanie się w Europie. Chodzi o jego reformę, która wprowadzi bez kwalifikacji np. Mistrza Polski do czołowych ekip CL. 3-3-3-2-1. Co to oznacza? Iż włoski, angielski, czy hiszpański futbol będą mogły reprezentować jedynie 3 kluby, a z ligi niemieckiej 2. To ma umożliwić przedstawienie nowej jakości, już nie tak skomercjalizowanej, zdominowanej przez tych najbogatszych. Pieniądz, kochany przez każdego, może zawrócić w głowie, lecz nie odbierze kwintesencji rozsądku kibica.
Wielu z nas, fanów Milanu wiąże duże nadzieje z nadchodzącym letnim okienkiem transferowym. Po niezbyt obfitych w trofea latach, większość uważa, że nadszedł kres epoki ‘mistrzów’ i czas wziąć się za poważną ‘reformację’ składu. Niestety, nasz główny sponsor Silvio Berlusconi nie jest skłonny jak za dawnych lat podjąć się inwestycji w wielkich piłkarzy, których sprowadzenie oznaczałoby pełną mobilizację do walki o Puchar Europy i Scudetto na krajowym podwórku. ...
więcej
Pod koniec zimowego Mercato, Adriano Galliani zaskoczył wszystkich, wypożyczając Manciniego z Interu Mediolan. W przed dzień zakończenia transferów przeczytałem nietypowe jak na niego słowa: „"Transfery? Niczego nie wykluczam. Nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam. Zobaczymy jutro do godziny 19”. Osobiście byłem zaskoczony, zresztą jak pewnie większość fanów, ponieważ nasz tajemniczy „Łysy” za często nie wypowiadał tego typu zdań. Z początku uznałem to za kolejny fałsz gazet bądź żart. Następnego dnia nadszedł zdziwienia ciąg dalszy… Wracam ze szkoły, włączam Internet, strona startowa ACM24 i główny news: „Oficjalnie: Mancini w Milanie”.
Myślałem, że jest to definitywny transfer, a okazał się współwłasnością z możliwością wykupienia. Niby kolejna denerwująca zagrywka, bo można myśleć dalej o skąpstwie Silvo Berlusconiego. Teraz dopiero zszedłem na ziemię i pomyślałem, czy rzeczywiście Mancini jest wart pieniędzy? Czy może to dobrze, że przybędzie na pewien okres aby się sprawdzić. Przedstawiam teraz jego biografię, aby zobaczyć, iż Amantino nie zawsze potrafił sprostać oczekiwaniom…
Urodził się w jednej z dzielnic Belo Horizonte. Jak większość brazylijskich chłopców kopał piłkę na ulicach, aż w końcu trafił do szkółki jednego z najbardziej znanych klubów w mieście Atlético Mineiro. Do pierwszej drużyny został włączony w 1998, ale nie zagrał wówczas żadnego meczu. Rok później mając 19 lat zadebiutował w pierwszej drużynie i w tamtym sezonie zdołał nawet zdobyć premierowego gola w brazylijskiej Série A. Drużynie Atlético Mineiro szło w sezonie całkiem nieźle i najpierw zajęła siódme miejsce w sezonie zasadniczym, a w fazie play-off doszła aż do finału, w którym uległa Corinthiansowi i została wicemistrzem Brazylii. W 2000 roku Mancini z Atlético Mineiro nie odniósł już większych sukcesów.
Rok 2001 Mancini rozpoczął jako gracz klubu Portuguesa z São Paulo. Tam wreszcie wywalczył miejsce w podstawowym składzie i rozegrał 35 meczów w sezonie. Zespół ten jednak był typowym średniakiem w lidze i zajął dziewiąte miejsce w rozgrywkach stanu São Paulo. Grał na tyle dobrze, że trafił do São Caetano, drużyny która robiła furorę w lidze i pierwszą część sezonu zakończyła na pierwszym miejscu w Série A. W tej drużynie rozegrał 10 spotkań, w tym dwa w finale play-off o mistrzostwo Brazylii, São Caetano ostatecznie zostało wicemistrzem kraju. Na rok 2002 Mancini powrócił do swojego pierwszego klubu Atlético Mineiro. Dość niespodziewanie ujawnił tutaj swój strzelecki talent i zdobył aż 15 bramek w sezonie, a w meczu z Paraná Clube ustrzelił hat-tricka. Jednak zespół z Belo Horizonte odpadł już w pierwszej rundzie play-off przegrywając dwukrotnie z Corinthians 2:6 i 1:2.
We wrześniu 2002 roku po skończeniu sezonu w Brazylii, Mancini zdecydował się spróbować swoich sił w Europie. Na zasadzie wolnego transferu trafił do grającej wówczas w Serie B Venezii, jednak wydawało się, że po słabym sezonie (zagrał tylko 13 meczów) nie zrobi kariery we Włoszech.
Latem 2003 wpadł jednak w oko trenerowi Romy Fabio Capello i ten za darmo ściągnął Brazylijczyka do Rzymu. Mancini od razu wywalczył sobie miejsce w składzie Romy na lewej obronie. W Serie A Mancini zadebiutował 31 sierpnia w wygranym 2:1 wyjazdowym meczu pierwszej kolejki ligowej z Udinese Calcio. Jak się z czasem okazało sprowadzenie tego zawodnika do rzymskiego klubu było strzałem w dziesiątkę. Swoją pierwszą bramkę uzyskał w dziewiątej kolejce, 9 listopada w wygranych 2:0 derbach z S.S. Lazio. Jeden z najlepszych meczów w tamtym sezonie rozegrał przeciwko Interowi Mediolan, gdy dwukrotnie pokonał Francesca Tolda (zdobył bramki na 2:0 i 4:1). Ostatecznie dzięki dobrej grze całego zespołu Roma została wicemistrzem Włoch. Mancini był skuteczny również w Pucharze UEFA, gdy zdobył 2 gole w dwumeczu z Vardarem Skopje. Jednak w pucharze Romie poszło nie najlepiej i odpadła w 1/8 finału z Villarrealem.
Sezon 2004/2005 po odejściu trenera Capella był dla drużyny "giallo-rossich" dużo gorszy niż poprzedni. W Serie A Mancini zdobył cztery bramki w 34 meczach, ale Roma skończyła sezon dopiero na ósmym miejscu. Występ w Lidze Mistrzów także był dla rzymskiego klubu katastrofą. Nie wygrali oni żadnego meczu i zremisowali tylko jeden u siebie z Bayerem Leverkusen ratując remis w 90. minucie po golu Vincenza Montelli. Zajęli ostatnie miejsce w grupie nie kwalifikując się nawet do Pucharu UEFA. Jedynym pocieszeniem był awans do finału Pucharu Włoch, w którym jednak ulegli dwukrotnie Interowi, ale dzięki temu mogli zagrać w następnym sezonie w Pucharze UEFA.
Sezon 2005/2006 Roma rozpoczęła z Luciano Spallettim na ławce trenerskiej. Trener ten po słabej pierwszej części sezonu postanowił zmienić taktykę na bardziej ofensywną i ustawił m.in. na pozycji lewoskrzydłowego właśnie Manciniego. Wtedy to Roma ustanowiła rekordowe 11 kolejnych zwycięstw w lidze i duży w tym udział miał Mancini, który pod nieobecność Francesca Tottiego stawał się najlepszym strzelcem zespołu i strzelał bramki jak na zawołanie. W meczach z Udinese, Parmą, Lecce i US Palermo zdobywał po 2 bramki, a w całym sezonie uzbierał ich aż 12. Roma pomimo, iż zajęła dopiero piąte miejsce, to po ukaraniu degradacją Juventusu Turyn oraz minusowymi punktami Lazio i Fiorentinę, została wicemistrzem kraju. Dotarła także do finału krajowego pucharu, ale tam po raz kolejny uległa Interowi. 11 lipca 2008 Mancini oficjalnie został graczem Interu Mediolan. Kwota transferu opiewała na około 15 milionów euro. Przez 18 miesięcy zagrał w zaledwie 26 spotkaniach ligowych i nie zdobył żadnego gola.
Co chciałem udowodnić poprzez pokazanie jego biografii? Otóż nie tylko przedstawić go kibicom, ale również zwrócić uwagę na jego problemy…
Zawsze kiedy Mancini posiadał pewne miejsce w wyjściowej 11 grał świetnie, zachwycał, zdobywał gole, tak było między innym w Romie. Natomiast wtedy, gdy musiał walczyć o pierwszy skład, nadchodziły słabsze momenty. Nie potrafił poradzić sobie z przebiciem, czy to w Interze bądź w pierwszych sezonach kariery w Atlético Mineiro i późniejszych w Venezii. Oczywiście wiem, że były to lata aklimatyzacji czy nauki w grze seniorskiej, ale przykład Nerazzurrich posiadających wielu znakomitych piłkarzy, otwarcie pokazuje o braku motywacji do ciężkiej pracy, aby wywalczyć miejsce w wyjściowej jedenastce. A w Milanie ma być alternatywą dla Ronaldinho czy Pato. Nie może liczyć na ciągłe występy, gdyż w swoich szeregach posiadamy wielu ofensywnie usposobionych piłkarzy. Mam nadzieje, że nie powtórzą się jego problemy z przeszłości oraz sprosta opartym na nim oczekiwaniom. Akurat w ostatnich latach na każdym nowym zawodniku ciąży wielka presja, ponieważ jest wywyższany przez media i wychwalany za wcześniejsze występy w poprzednich klubach.
Nie każdy potrafił sobie z tym radzić, m.in. Ricardo Oliviera. Były także przypadki przeciwne np. Pato i mam nadzieję, że takim przypadkiem będzie również Mancini, zawodnik którego przede wszystkim pamiętam z piłkarskich Managerów. Tam po raz pierwszy o nim usłyszałem, a gdy zobaczyłem jego występy w Romie, byłem zafascynowany jego szybkością, techniką, wszystkim tym co powinien mieć dobry skrzydłowy.
Cieszę się, że będę mógł zobaczyć go w czerwono- czarnych barwach. Oby grał w nich jak najwięcej, zdobywał worki bramek i przede wszystkim zdobył jakieś trofeum.
Pierwszy swój felieton pisałem po derbach ok. 4 miesięce temu. Wtedy usiadłem do tamtego meczu pełen nadziei, optymizmu oraz chęci pokazania światu, iż Milan nadal jest „Wielki”. Zawiodłem się, jak każdy sympatyk Milanu. Historia lubi się powtarzać i w rewanżowym spotkaniu nastąpiła kolejna porażka, chociaż o mniejszym rozmiarze, ale równie bolesna. Przez pełne 90 min dominował Inter, można mówić o chwilach natarcia Rossonerich, które były skutecznie odpierane. To, jak doskonale taktyka Leonardo została rozpracowana, świadczy o wysokich umiejętnościach Jose Mourinho. Na pewno nie mówi to o braku umiejętności naszego trenera, lecz po prostu o braku doświadczenia w prowadzeniu tak popularnej drużyny. Potwierdza to przykład meczów w obecnym sezonie. Pokonując wielkie marki: Real, Rome, Juventus czy też Marseille, a nie potrafiąc zdobyć kompletu punktów w meczach np. z Zurichem, Livorno.
Wtedy, gdy nie ma presji, Milan jest w cieniu innych, nie zwraca na siebie wielkiej uwagi i gra porywająco, pięknie, tak, aż ręce składają się same do oklasków. Natomiast, gdy już przychodzi ważniejsze starcie, którym stawką jest nie tylko prestiż, ale również potrzeba zwycięstwa, odbijająca się na dalszym sukcesie, to Rossoneri zawodzą, nagle cała machina staje w bezruchu, tak jakby skończyło się paliwo. Obecny rok był zaczęty pięknie, 5-2 z Genoą, 3-0 z Juventusem i 4-0 ze Sieną. Wyniki podobnego typu co Barcelony w La Liga oraz nie gorszego stylu prezentowanego od drużyny hiszpańskiej. Przychodzi ważne starcie, z którym wiązane są wielkie nadzieje i Milan zawodzi. Mowa oczywiście o wspomnianym meczu z Interem. Następnie mecz pucharowy, gdzie można powiedzieć, że porażka nie była wielkim dramatem, gdyż do tych rozgrywek nie przywiązuje się większej uwagi, ale drużyna tej marki powinna walczyć w każdym pucharze, czy to rezerwami , czy też pierwszym składem o zwycięstwo. Kolejne spotkanie i mecz u siebie z Livorno. Presja duża, gdyż ma to być mecz na odblokowanie po złej pasji. Wraz z presją przychodzi słaby wynik i remis.
Nie zrzucałbym też całej winy na Leonardo i jego doświadczenie, ale przede wszystkim na brak ławki, albo może inaczej, na brak wykorzystania ławki. Określenie o braku alternatyw dla niektórych kluczowych zawodników nie są do końca potwierdzone. Chcielibyśmy widzieć 22 zawodników na światowym poziomie, których sama wypowiedź nazwisk budzi respekt, ale nie lepiej wpuścić młodszych zawodników? Nikt ich za bardzo nie zna, więc presja nie jest tak duża. Widać spory postęp sektorów młodzieżowych, tylko po co one są budowane? Chyba nie po to, żeby Milan teraz gromadził trofea turniejów młodzieżowych zamiast Pucharu Mistrzów bądź Scudetto.
Od czasu do czasu widzę występ młodego zawodnika np. Zigoni, Strasser. Tylko dlaczego pod nieobecność jednego z zawodników pierwszego składu trenerzy wolą wprowadzić starszego wypalonego, bez formy niż młodego, rozwijającego się, aby nabywał doświadczenia a może, kto wie stałby się raptem gwiazdą po jednym magicznym zagraniu. Chociaż ta wersja też jest mało prawdopodobna. Przypomnijmy sobie Paloschiego i jego cudowne wejście ze Sieną. Każdy cieszył się jego zagraniem, był na ustach kibiców, ale brak dania mu kolejnych szans spowodował odejście na współwłasność i możliwe, że już nie przyodzieje czerwono- czarnej koszulki. Logiczne jest, że młody zawodnik nie będzie grać wielkich zawodów co tydzień, bo musi nabrać ogrania i przede wszystkim doświadczenia. Umieć radzić sobie z wielkimi nadziejami w każdym meczu.
W Milanie zazwyczaj jest tak, że zawodnik młody wchodzi, gra w miarę dobre zawody, w następnych wchodzi i już nie gra na tym samym poziomie. Trzeciej szansy już nie ma, więc po roku odchodzi do innego klubu i za parę lat możliwe, że będzie katem byłego zespołu w jednym z przyszłych blamanżów. Wczorajszy mecz z Livorno był dla mnie dobrym przykładem tego wątku. Wygrywamy, jest dobrze, spokój, tylko pytanie czy będą kolejne bramki. Nagle jedna przypadkowa akcja i remis, a do końca meczu tłuczenie głową w mur. Ale czy bramka była, aż tak przypadkowa? Czytam oceny pomeczowe i się dziwię. Favalli 7 ?! Czy nikt nie zauważył winowajcy gola? Krótkie dośrodkowanie pod nogi wspomnianego piłkarza, wybicie na 5 metrów! Pod nogi przeciwnika, nie czysty strzał w następnego rywala i gol… Zawodnik 38 letni a błąd na miarę trampkarza. Obrońca powinien wybijać jak najdalej od własnej bramki a nie tak, aby piłka opuściła tylko pole karne. Na jego miejsce równie dobrze mógł zostać wprowadzony Albertazzi. Chłopak mógłby się ogrywać, a tak tylko po raz kolejny słysząc nazwisko Favalli w wyjściowej jedenastce, martwię się o grę defensywną.
Przed meczem derbowym, gdy dowiedziałem się o braku Nesty, od razu przejąłem się wynikiem. Od meczu z Juventusem byłem niemal pewny wygranej z Interem. Chodziło o obecną dyspozycję danych drużyn. Znakomitą serię Milanu i przypadek rywali w zdobywaniu punktów. Moje przejęcie wyszło z czasem, po braku dyscypliny w obronie, czy też w ustawieniu całej tej linii. Świadczy to o braku zmienników dla najważniejszej formacji. W meczach o mniejszą stawkę, np. tego z Udinese w pucharze Włoch zobaczyłem Bonerę i Kaladze, których będąc trenerem pozbyłbym się od razu. Zamiast dać pograć młodym tak jak to częściowo miało miejsce z Novarą to zobaczyliśmy ośmieszenie starych wyjadaczy.
Takich przykładów mógłbym wymieniać wiele. Dzisiaj usłyszałem o przyjściu Manciniego, mam nadzieję, że będzie to dobra alternatywa dla ofensywnych graczy, ale także znak przyszłych dalszych wzmocnień, które są niezbędne, ale potrzeba także dać szansę wychowankom. Niech młodzież pokaże, że potrafią grać także na poziomie pierwszoligowym, ponieważ nie widziałem za dużo ich gry, przynajmniej od czasu kiedy jestem kibicem Rossonerich. Może każdy pomyśli, że chciałbym odmłodzić cały zespół. Popatrzmy jednak na inne kluby, np. włoskie, hiszpańskie. Wielkie ekipy nie posiadają tylko 22 zawodników na wysokim poziomie, ale również dziesiątki w młodszych sektorach, którzy po czasie ukazują się światu. Przykład: Barcelona i jej wychowankowie: Fabregaas, Iniesta, czy też obecnie ukazujący się Pedro. Milan w tym wypadku może pochwalić się: Abate, Borriello, Paloschim. Któryś z nich akurat dorównuje umiejętnościami wcześniej wymienionych? Chyba nie, a raczej na pewno. Świadczy to właśnie o braku pojęcia o wprowadzeniu wychowanków na poziom światowej piłki.
Na temat Milanu i problemów mógłbym rozpisywać się godzinami. Oczywiście każdy zespół ma problemy, ale powinno się je dusić w zarodku, a nie pozwalać się im rozmnażać.