To była wyjątkowo emocjonująca środa i to nie tylko piłkarsko (studenci wiedzą, że wrzesień jest miesiącem pełnym wrażeń). Długie godziny nauki do egzaminu przerywała mi lektura wieści napływających z Milanello, a te nie były do końca zadowalające…
Ale od początku: Wszystko zaczęło się już w sobotni wieczór. Tenże spędzałem z kolegami w pubie oglądając mecz. Zwykle nie chodzę do takich miejsc, jednak tym razem postanowiłem pokazać moim znajomym (jeden cały mecz przespał, drugi twardo wpatrywał się w punkt maskując znużenie) jak moja drużyna rozjeżdża świadomych rychłej porażki piłkarzy Ceseny. Wizja zwycięstwa oglądanego na czterdziestokilkucalowym ekranie była bardzo ekscytująca. Na wizji jednak się skończyło…
W ciągu niecałych dwóch godzin padło z moich ust tyle wulgaryzmów, że starczyłoby na napisanie całkiem sporego słownika niepoprawnej polszczyzny. Milan co prawda zdobył prawidłowo dwie bramki (które niestety nie zostały zaliczone), lecz poziom gry pozostawiał wiele do życzenia… Rossoneri grali w chodzonego! (określenie zapożyczone od Michała Probierza) Obserwując sposób poruszania się niektórych zawodników doszedłem do wniosku, że ten mecz w ich głowach już się wygrał. W czym więc tkwi problem?? Czy przyjście Robinho i Ibry nie osłabiło morale zespołu?
Porażkę tłumaczyłem sobie złym dniem, Barceloną i Bayernem, które również przegrały z beniaminkami, itp. Itd., ble ble ble… Nie tego się spodziewałem.
Pijąc 6 kawę z rzędu zorientowałem się, że do egzaminu zostały jedynie dwa dni. Przyspieszyłem tempo nauki i zacząłem nadganiać materiał. Gdzieś w przerwie między studiowaniem konstytucji Republiki Francuskiej z 1958 roku, a kompetencjami kanclerza RFN natknąłem się w „jutubie” na filmik przedstawiający Ibrę-karatekę wymierzającego cios niczego nie spodziewającemu się biednemu Strasserowi (notabene będą z niego ludzie, yyyy to znaczy piłkarze). WTF?? Czy to jakieś żarty? Nie przypuszczałem, że coś takiego może się zdarzyć, gdy obok stał Allegri… Do dziś nie wiem jaki miało to sens. Nawet w trakcie wygłupów nigdy nikogo nie kopałem. Tym bardziej w plecy i dla zabawy… Żałosne…
Środa punkt 12 wchodzę do sali egzaminacyjnej. O dziwo dostaję pytanie o tę pieprzoną konstytucję francuską, zdaję i wychodzę (tak w skrócie). Dzisiaj mecz!
Oglądam go wygodnie w fotelu, ubolewając nad brakiem Thiago Silvy, szczególnie tuż po rozpoczęciu spotkania. Milan gra chaotycznie. Nesta nie może się odnaleźć (kto ma się odnajdywać jak nie on??), Bonera podaje wprost pod nogi piłkarzy Auxerre (znów ta Francja). W miarę dobrze pracuje powracający po kontuzji Zambrotta i Antonini. Gra Pirlo wygląda tragicznie, Ronnie biega w miejscu, a cała drużyna praktycznie stoi. Katastrofa.
Piłkarze Auxerre grają bez kompleksów i atakują wysokim pressingiem. Pato nie zachwyca, Ibrahimovic popisuje się zagrywając piłkę piętą – niestety nieskutecznie… Z dobrej strony prezentuje się Boateng, który ożywia grę w środku pola. Zdecydowanie brakuje nam zgrania.
Druga połowa przynosi zmianę i, co najważniejsze, dwie bramki Ibrahimovica. Ja nie jestem jednak zadowolony. Wygraliśmy, ale myśląc o tym meczu mam przed oczami Ronaldinho biegnącego po odbiór piłki: górna część tułowia biegnie szybciej niż nogi. Później Ronnie się rozkręca i obsługuje kompanów celnymi podaniami.
Co jest z tą szybkością?? Gra bez piłki wygląda koślawo… Nie ma wyjścia na pozycje – jedynie szachy za polem karnym. Tak nie może być!
Wiem, że to wynik usprawiedliwia drużynę, dlatego dla niektórych z Was będę zwykłym marudą, lecz co by ich usprawiedliwiło, gdyby Langile nie uległ młodzieńczej fantazji i podał piłkę do Jelenia??
Mam nadzieję, że brak ruchu wynikał z chęci zachowania sił na kolejny trudny mecz ligowy, jednak nie chcę słyszeć na pomeczowych konferencjach, że w meczach Ligi Mistrzów zachowujemy siły na ligę krajową, a w rozgrywkach krajowych na LM. Kółko wymówek się zamyka.