Co prawda Ancelotti nie został jeszcze oficjalnie zwolniony, a w mediach wciąż spekuluje się „zostanie czy nie...”, to jednak pokusiłem się na tak stanowczy i jednoznaczny tytuł, gdyż wydaje się, że jego czas dobiegł końca na San Siro. Oczywiście serial będzie trwał jeszcze jakiś czas i Carletto będzie łączony to z tym, to z innym klubem, ale po ostatnich wypowiedziach Berlusconiego, przynajmniej ja, już złudzeń nie mam, iż nastąpi zmiana warty na ławce trenerskiej. A tak naprawdę, to nawet jeśli obecny trener podpisze nowy kontrakt i w przyszłym sezonie poprowadzi Milan, to poniższe gdybania, choć pozostaną tylko gdybaniami, to jednak może komuś sprawią choć trochę przyjemności przy czytaniu jaki mi przy pisaniu.
Jak zwykle w takich rozważaniach i przytaczaniu potencjalnych kandydatów,
zaznaczam, nie kreuje się na wyrocznie i nazwiska które wymienię, są moimi faworytami.
Może skłonią do refleksji, może co jeszcze lepsze, do polemiki.
Chciałbym się zatrzymać przy dwóch konkretnych osobach. Piłkarzach, którzy świetność swojej kariery mieli właśnie w ACM. Obaj należą, jak pięknie określa to Prezydent rossonerich, do „rodziny”. Byli, są i będą ikonami klubu, które zawsze mogą liczyć na sympatię fanów pamiętających holenderskie trio Rijkaard, Gullit, van Basten.
Jeden z wyżej wymienionych panów pracuje już dla Milanu (Gullit jako skaut), może warto więc sięgnąć po kolejnego...
Dlaczego akurat „Ci” dwaj?
Postaram się poprzeć swoją tezę poważnymi argumentami.
Franklin Edmundo Rijkaard, na świat przyszedł w Amsterdamie i w klubie z tego miasta debiutował. Grał na pozycji środkowego obrońcy lub defensywnego pomocnika. Po turnieju w ’88, w którym Oranje zdobyli złoty medal, został sprowadzony do Milanu przez Arigo Sacchiego. W ACM grały już wtedy dwie inne gwiazdy holenderskiej reprezentacji – Gullit i van Basten.
Trudno przecenić wkład całej trójki w sukcesy odniesione przez rossonerich w tym czasie.
Wspomnę tylko, iż z Rijkaardem w składzie Milan wywalczył scudetto w 1992 i 1993, Puchar Mistrzów w 1989 i 90 (a w 1993 znalazł się w finale tych rozgrywek), Superpuchar Europy 1990 oraz w tymże roku Puchar Interkontynetalny.
Oczywiście ktoś, kto był piłkarzem wybitnym, nie musi być wybitnym trenerem.
Jednakże Rijkaard broni się na tym polu.
Rzemiosła uczył się od samego Guusa Hiddink, którego zdolności taktyczne muszą szanować nawet jego oponenci. Rijkaard został dokooptowany do sztabu prowadzonej przez Hiddinka reprezentacji na mistrzostwa świata w 1998r. Po Mundialu, nieoczekiwanie został jego następcą. Cel - zbudować zespół na miarę tego z ’88 roku i powtórzyć tamten sukces w 2000 roku na boiskach Holandii i Belgii.
Chociaż debiut miał udany (2:1 z Peru) to kolejne 11 meczy to pasmo niezadowalających wyników. To jednak były tylko przygotowania i już turniej finałowy w 2000 roku pokazał, że Rijkaard wiedział co robi. Oranje w pięknym stylu pokonali grupowych rywali (m.in. Francję 3:2 – późniejszych mistrzów Europy), wygrywając wszystkie 3 mecze, a w kolejnej rundzie roznieśli w pył team Jugosławii 6:1. Wydawało się, iż nic nie jest w stanie zatrzymać rozpędzonej maszyny, która po kolei eliminuje przeszkody napotkane na swojej drodze. Jednakże do finału drogę zamknęli im Włosi i Francesco Toldo. Pamiętam ten mecz i moją radość, że to jednak Squadra Azzura awansowała do finału, ale przyznać należy obiektywnie, iż Holandia miała w tym meczu przewagę i tylko dzięki Toldo, Włosi dotrwali do karnych (grali w 10 od 34 min) i w nich wygrali. Rijkaad zrezygnował z funkcji selekcjonera.
Po roku powrócił na boiska w roli trenera Sparty Rotterdam, ale nie był to powrót udany.
W 2003 roku zostaje trenerem Barcelony. Kataloński klub przeżywa kryzys. A Rijkaard nie boi się odważnych decyzji. Żegna się z doświadczonymi piłkarzami jak bracia De Boer i decyduje się postawić na młodych i pełnych chęci do gry Ronaldinho czy Deco. Coś Wam to mówi...? Czy nie tego potrzebuje Milan? Odmłodzenia, przewietrzenia, odważnych decyzji?
Rijkaard przywrócił Barcelonie błysk i po sześciu latach mistrzostwo. W 2006 roku wygrał dla Katalonii Ligę Mistrzów. W tym czasie mówiło się, że Blaugrana gra najefektowniej na świecie a przy tym do bólu skutecznie. Oczywiście czas Rijkaarda w Barcy się skończył, tak jak moim zdaniem Ancelottiego w Milanie, ale właśnie...czy to oznacza że Carlo już nic w piłce nie osiągnie? Uważam, że wprost przeciwnie. Ma jeszcze wiele do zaoferowania, ale już gdzie indziej i komu innemu. Tak jak Frank.
Marco van Basten. Jak wspomniałem już wcześniej, gracz „tłustych lat” Milanu.
Nie będę się rozwodził nad jego indywidualnymi wyróżnieniami czy tytułami, które zdobył z czerwono – czarnymi. To każdy może znaleźć w wyszukiwarce internetowej, szczególnie, że parę z tych tytułów przytoczyłem wyżej. Dodam tylko, iż wielokrotnie był wybierany najlepszym piłkarzem grającym w Europie (France Football), piłkarzem FIFA czy World Soccer.
Początek kariery trenerskiej Marco podobny jest do tej przytoczonej przed chwilą. Choć różni obu panów to, że van Basten nigdy o karierze trenerskiej nie marzył. Namówił go do tego Johan van’t Schip. Byli partnerzy z boiska, współpracowali przy drugiej drużynie Ajaksu, a van Basten równocześnie trenował juniorów klubu z Amsterdamu.
Marco poważny mariaż z ławką trenerską zaliczył po zwolnieniu w 2004 roku Dicka Advocaata z funkcji selekcjonera zespołu Holandii. I choć drużyna prowadzona przez niego nie zajęła wysokiego miejsca ( grupę eliminacyjną wygrała dość łatwo, to jednak w turnieju odpadła w 1/8 finału na Mundialu 2006; awans do Euro 2008 ) to jednak nigdy wcześniej żaden selekcjoner holenderski nie podjął tak trudnych i odważnych decyzji. Za jego kadencji z kadrą pożegnali się Stam, Davids, Zenden, Overmars czy Kluivert, a wskoczyli do niej po raz pierwszy bądź zadomowili się tam na stałem, młodziutcy wtedy Boulahrouz, Robben, van der Vaart czy van Persie. Partnerami w ataku van Nisterlooya byli Babel czy Kuijt.
Zmierzam jak widać, do tego, że również van Bastem mógłby odmłodzić, co by nie mówić, podstarzały Milan, a jak widać po nazwiskach „piłkarskiego nosa” ma.
Obaj panowie, wydaje mi, się warci są tego by nad ich kandydaturami się pochylić i wnikliwie przedyskutować. Obaj są młodzi, mają zaplecze, nie boją się podejmować kontrowersyjnych decyzji. W dodatku, na pewno mogą liczyć na kredyt zaufania, zarówno u władz jak i kibiców. A jak pokazuje najnowsza historia i przykład Guardioli, doświadczenie to nie wszystko. Czasem potrzeba trochę polotu, odwagi, charyzmatycznej osobowości i szacunku wzbudzanego własnymi dokonaniami.
Osobiście wybrałbym Rijkaarda. Gdzieś pod skórą czuję, że jego styl sprawdziłby się w Calcio. Wierzę, że z takimi zawodnikami jak Kaka (mam nadzieje, że zostanie), Ronaldinho czy Pato oraz po zakupie jeszcze jednego, dwóch klasowych ofensywnych piłkarzy, Milan grałby znów najładniejszą piłkę w Serie A, a i w Europie nie byłoby się czego wstydzić. Jak pokazują ruchy transferowe Franka w Barcelonie i uwaga zwrócona również na obronę ( Marquez, Oleguer, Gabriel Milito) a nie tylko na finezję w ataku, mogłoby to być doskonałym połączeniem, idealnym na włoskie (i nie tylko) boiska.
A van Bastem...jego dokonania może są mniejsze od Rijkaarda (choć mam nadzieje, iż udowodniłem że „nosa” ma) to dla mnie może być bomba, która w ACM eksplodowałaby z „piekielną” siłą!
Łukasz Hećman / Hetz82