
Czytając prasę i słuchając opinii ekspertów można powiedzieć jedno: zupełnie nie wierzą w Milan! Oglądając wczorajszy mecz, towarzyszyły mi zmienne emocje, od głębokiej irytacji po błędzie Didy do ogromnej radości po strzelonych bramkach rossonerich i ostatnim gwizdku. Eksperci nie widzą Milanu, który będzie potrafił seriami wygrywać mecze w Champions League i lidze włoskiej, uważają, że mecz z Realem to tylko chwilowe przebudzenie ‘’starego niedźwiedzia’’, który śpi już od dwóch lat. A my jak uważamy? Czytając wasze komentarze można stwierdzić, że popadamy w zbyt duży entuzjazm. Nasze gwiazdy po prostu potrafią się sprężać na ważne mecze, na klasyki, Oni potrafią tworzyć spektakl z futbolu. Lecz nie oszukujmy się, czy Milan zagrał naprawdę kapitalne zawody na Bernabeu? Widzieliście jak często Ronaldinho tracił piłki; na dobrą sprawę to ograł tylko raz Pepe, a gdy już tracił futbolówkę to swoimi gestami starał się wymusić decyzję na arbitrze. Zespół nie potrafił też stworzyć akcji strzeleckiej w pierwszej połowie, oczywiście powiecie, że w drugiej połowie było lepiej, no ale mecz składa się z dwóch połówek. Nasza obrona grała dobrze? Bzdura! Lepiej będzie jak nie będę się pochylał nad kwestią bramkarza, pewne rzeczy po prostu lepiej jest przemilczeć. O ile dobrze spisywał się Nesta z Thiago Silvą, tak źle grał Zambrotta i Oddo, oczywiście obrońca pierwsze co ma robić to bronić lecz to naszym nie do końca wychodziło(sytuacja kiedy Zambrotta faulował Benzemę w polu karnym) w nowoczesnym futbolu boczni obrońcy coraz bardziej odpowiadają za akcję ofensywne, niestety w Milanie jeśli chodzi o tą sprawę to nadal rządzi catenaccio. Linia pomocy widać było, że pierwsze co obrała jako cel, to to, żeby nie zapędzić się do przodu, aby nie pozwolić na kontrę Realowi, lecz nie o to chodzi, często gdy Sedorf miał piłkę nie miał do kogo grać zawodnicy byli schowani za piłkarzy królewskich, przez to Clarence często musiał wchodzić w drybling już na swojej połowie, na szczęście poprawiło się to w drugiej odsłonie. No i przyszedł czas na wzięcie pod lupę naszych graczy w ataku. Pato był jak zwykle bardzo ruchliwy, często szukał akcji jeden na jednego z różnym skutkiem ale najważniejsze jest, że strzelił dwie bramki! Nasz imprezowicz(mowa oczywiście o Dinho) widać było, że przystąpił do tego meczu z odpowiednią mentalnością, akcję nie były jakieś porywające i skuteczne ale ogólnie mówiąc nie zachwycił ale zagrał przyzwoicie. Na szpicy Pippo nie mógł sobie pograć zdecydowanie za mało dostawał prostopadłych piłek z których nas już niejednokrotnie uszczęśliwiał. Boriello po wejściu niczym się nie wyróżnił tak więc nie będę go oceniał.
Milan zagrał tylko dobry mecz , a nie perfekcyjny jak to mówił w wywiadzie Leonardo. Mam nadzieje, że sam trener jak i piłkarze nie popadną w samozadowolenie i nie spoczną na laurach. Myślę, że mają świadomość jaka ciężka praca przed nimi, aby wrócić na szczyt.
Ale powiem szczerze naprawdę miło mi było oglądać tych piłkarzy, którzy wygrali wszystko, cieszących się po ostatnim gwizdku. I jak tu nie wykrzyknąć: wesołe jest życie staruszka!