|
Koniec marzeń? Napoli - Milan 3-1 |
 AC Milan przegrał z SSC Napoli 3-1. Potknięcie Rossonerich wykorzystała Fiorentina, która pokonała na własnym boisku Parme, tym samym Milan krótko cieszył się z ciężko wywalczonego 4 miejsca i powrócił na 5 lokatę. Podopieczni Ancelottiego wybiegli w podobnym składzie jak przed tygodniem z Interem, jedyną zmianą było ustawienie Brocchiego w środku pola za zawieszonego Pirlo. Od początku Milanowi nie układała się gra, a pierwszy dowód tego mieliśmy w 35 minucie kiedy to Kalaca pokonał Hamsik. W drugiej połowie Carletto ... |
|
Czytaj całość…
|
Felietony
|
Nie wierzę w cuda |
|
|
|
14.05.2008. |
 Milan nie zagra w Champions League 2008/09. Nie zasłużył na to. Brawa dla Fiorentiny, która zdobyła sobie w tym sezonie mnóstwo nowych fanów. W ostatniej kolejce zrobi kolejny krok na drodze odbudowy swojej niegdysiejszej potęgi - awansuje do eliminacji najważniejszych europejskich rozgrywek.
Rossoneri zakładając sobie po porażce z Arsenalem cel w postaci zakończenia ligi na czwartym miejscu, okazali się w realizacji ów planu niekonsekwentni. Przegrana z Juve przekonała nas, że chłopcy Ancelottiego w tym sezonie nie są w stanie sprostać trzem czołowym ekipom mistrzostw. Nadszedł jednak mecz derbowy, w którym ani nie obejrzeliśmy znacznie lepszego czy skuteczniejszego Milanu niż w poprzednich kolejkach a mimo to potrafiącego zgarnąć trzy punkty. Za dużo jednak obserwatorów podzieliło po tym starciu pogląd, że nerazzurri z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu dali lokalnym rywalom fory pozwalając beztrosko okupować swoje pole karne.
Niemniej sytuacja po derbach stała się wyśniona: czwarte miejsce, dwa punkty przewagi nad violą i dwie kolejki do końca. I właśnie w tym momencie klubowi mistrzowie świata popełnili niewybaczalny błąd. Mając w świadomości wielką szansę na prawdopodobne zakończenie powodzeniem już wtedy kampanii o Champions League, na stadionie św. Pawła w Neapolu zagrali jeden z gorszych meczów w ciągu ostatniego roku. To był kluczowy moment batalii o czwarte miejsce. Viola powróciła tam, gdzie spędziła ostatnie miesiące.
Sytuacja jest klarowna: viola awansuje do Champions League wygrywając w niedzielę na Olimpico z Torino, które (przynajmniej wtedy, gdy znajdowali się pod presją) kompromitowało się na oczach własnych kibiców, ale teraz zagra pewne już utrzymania.
Potyczka z Udine miała być dla Milanu przede wszystkim okazją na pożegnanie się z boiskiem Paolo Maldiniego. W nastroju ewentualnej żałoby trudno będzie o godne wiwaty dla naszego wielkiego kapitana, który na szczęście (w tych okolicznościach...) przebąkuje o nowym kontrakcie piłkarskim.
Nadzieja umiera ostatnia, ale we mnie umarła wcześniej, na San Paolo w ostatnią niedzielę. Nie zdziwię się, jeśli w tę niedzielę Fiorentina nie wygra w Turynie, ale za to wypaleni, grający bez cienia wiary w realizacji własnych celów rossoneri nie pokonają Udine. To byłby scenariusz raczej grozy, na pewno nie science-fiction. Tym ostatnim na pewno określilibyśmy przed sezonem zapowiedź tego, że Milan nie zagra w Champions League. Najlepszy zespół w historii tych rozgrywek, siedmiokrotny zdobywca Pucharu Mistrzów, który ledwie pół roku temu został najbardziej utytułowanym klubem w historii futbolu!
P.S. Dobra wiadomość jest taka, że Milan na pewno zagra w sezonie 2008/09 w pucharze UEFA. Całkiem niedawno i ta ewentualność wydawała się być wątpliwa...
|
|
Wpisał: catofdeath
|
|
|
Nasza mała Liga Mistrzów |
|
|
|
20.03.2008. |
Nasza mała Liga Mistrzów
Stało się. Po wielu tłustych latach Milanu zabraknie w ćwierćfinale Champions League.
Przyzwyczajeni do sukcesów, możemy się jedynie cieszyć, że wyeliminował nas zespół klasowy. Dynamiczny, nowoczesny i żądny sukcesu Arsenal Londyn pozbawił pogrążony w letargu i osłabiony kontuzjami AC Milan. Pozbawił Maldiniego ukoronowania kariery finałem w Moskwie, a nas kibiców nadziei i wiary w nieśmiertelność Seedorfa i spółki.
Nie jeden z Was podda wątpliwości mój argument dotyczący kontuzji. Wszakże zabrakło praktycznie tylko(!) Seedorfa. Ale właśnie jego brak moim zdaniem okazał się kluczowy w konfrontacji z Kanonierami. Jego gra, ostatniej soboty w konfrontacji z Romą tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że szczególnie w meczach z czołowymi zespołami Europy i Serie A jest on w Milanie niezbędny. W najważniejszych meczach wspina się na wyżyny swoich umiejętności, a jego spokój, opanowanie i bajeczna technika są dla zespołu nieocenione. Również kontuzja uniemożliwiła zaprezentowanie 100% swoich możliwości najlepszemu piłkarzowi świata. Kaka, zmagający się z chronicznym bólem kolana, nie był w stanie poprowadzić Il Diavolo do zwycięstwa nad angielskim gigantem, tak jak to uczynił w poprzedniej edycji w konfrontacji z Manchesterem United. O braku Ronaldo już nawet nie wspomnę.
Dość o kontuzjach. W zeszłym sezonie Liga Mistrzów była odskocznią od kiepskich i bezbarwnych występów w rodzimej lidze. W tym sezonie, nie dość, że Rossoneri przestali błyszczeć w Champions League, to ich postawa w Serie A jest jeszcze słabsza niż w sezonie 2006/07. Zewsząd lecą gromy. Ogromnej krytyce poddawani są Ancelotti i Gialliani. Media wytykają podstarzałą kadrę i słabą ławkę rezerwowych. Codziennie przypisują nam nowego trenera, piłkarza, sugerują zmianę taktyki. Może uznacie mnie za szaleńca, ale ja zapytam: po co?
Nie podlega wątpliwości, że potrzebujemy świeżej krwi. Wzmocnienia są niezbędne. Ale po co zmieniać trenera, który pozwolił nam wspiąć się na wyżyny. Osiągnął dwa finały, półfinał i ćwierćfinał w ostatnich 5 latach. Pokażcie mi drugiego o podobnych osiągnięciach. Po co zmieniać wykonawców jego genialnej myśli trenerskiej. Piłkarzy, którzy zdobyli w zeszłym roku Puchar Mistrzów, Superpuchar Europy, i wreszcie tytuł Klubowych Mistrzów Świata? Na Boga po co burzyć najlepszą drużynę na świecie?
Oczywiście zmiany są potrzebne. Moim zdaniem brakuje nam napastnika z prawdziwego zdarzenia., który tworzyłby duet z Pato. Przydałby się również młody, kreatywny, ofensywny pomocnik (niestety chyba juz nie Gourcuff), który nieco ożywiłby linię pomocy i wprowadził trochę rywalizacji. Podobnie w obronie. Patrząc na naszego pająka, nie śmiem wspomnieć o bramkarzu. Szkielet powinien zostać bez zmian. Seedorf, Pirlo, Nesta czy Ambrosini to wciąż gracze na najwyższym światowym poziomie. Jeżeli dodamy do tego młodziutkiego Pato, który jeżeli nie zbłądzi, na co mu w Milanie na pewno nie pozwolą, będzie stanowił o sile Rossonerich przez wiele lat.
Dlatego nie spuszczajmy głów po odpadnięciu z Champions League. Ciężko jest przełknąć gorycz porażki. Milan bardzo nas rozpieścił w ostatnich latach. Kibice jakiego innego klubu mieli w ostatnich latach tyle powodów do radości? Właśnie za to powinniśmy być im wdzięczni.
Teraz należy się skupić na walce w Serie A. Na naszej małej Lidze Mistrzów. Pozostało 9 meczów. Niech każdy będzie jak finał w Atenach. Niech walka, determinacja i polot w grze pozwolą nam osiągnąć czwarte miejsce w lidze. Miejsce, które pozwoli nam powrócić na szczyt, z którego tak na dobrą sprawę nie zdążyliśmy jeszcze spaść...
|
|
Wpisał: Rossi
|
|
|
"Show must go on..." |
|
|
|
08.03.2008. |
 „Show must go on …”
Włoskie gazety rozpisują się o tym, iż to Wielki Koniec Wielkiego Milanu.
Czy tak jest w istocie, nam „wiernym od zawsze, na zawsze” ciężko to przyznać, ale....
Trudno się nie zgodzić, gdy drużyna odpada w 1/8 finału Ligi Mistrzów, a w lidze zespołowi mówiąc oględnie, „nie idzie”. Niestety w bezpośrednich meczach z najważniejszymi konkurentami do wysokich pozycji ligowych, Milan wypada słabo. Porażka z Interem i Romą, remis z Juve, te wyniki świadczą jednak o tym, iż Milan nie jest w stanie sięgnąć w tym roku po nic więcej jak 4 miejsce. Niestety wydaje się, iż taka jest smutna prawda tego sezonu.
Niesamowitym wydaje się to, iż we Włoszech, każda drużyna liczy na wywiezienie ze stadionu San Siro choćby jednego punktu. Zamiast paść na kolana i prosić o najmniejszy wymiar kary, zespoły takie jak Empoli (0:1), Catania (1:1), Torino (0:0), czy miesiąc temu Livorno (1:1) odbierają Milnowi punkty i ciężko dopatrywać się w tym jakiejś teorii spiskowej. Tak po prostu grają rossoneri w tym sezonie. Remisują na własnym stadionie z w/w Catanią, by tydzień później rozbić w pył zespół Lazio (1:5). Gdzie sens, gdzie logika? Moim zdaniem zmęczenie materiału i wypalenie się pewnej koncepcji...
Nie oszukujmy się – nawet najlepsze laboratorium nie jest w stanie „wycisnąć” najwyższej formy z 40 letnich mężczyzn, a już na pewno nie przez cały sezon, i może stąd te wahania.
Znów odezwą się głosy, że Paolo Maldini ma ileść tam dzieścia lat, a wciąż gra na bardzo wysokim poziomie - zgoda, ale nie przez 40, 50, 60 czy 70 spotkań w sezonie.
Żeby było jasne, jestem fanem Milanu od jakiś 16-18 lat i całe życie wzorem zarówno piłkarza na boisku jak i poza nim był, jest i będzie dla mnie Paolo M., ale jeśli nie doczeka się godnego następcy, to po prostu odejdzie pewnego dnia, a w jego miejscu pozostanie pusta dziura.
Oczywiście, że takiego piłkarza, takiej osobowości nie można zastąpić, ale właśnie póki jest „czynny” powinno mu się dać kogoś pod skrzydła. Kogoś o dużym talencie i dużych umiejętnościach, bym mógł podnosić swoje walory przy Kimś takim jak „Il Capitano”.
Tak jak robił to Paolo pod okiem chociażby Baresiego...
Ale pozostawmy na chwilę średnią wieku kadry „Il Diavolo” , która jest tematem złośliwości oponentów Milanu.
Bo chyba nie tylko to jest bolączka piłkarzy ze Stadionu Giuseppe Meazza.
”Zmęczenie materiału”, to moim zdaniem jeden z podstawowych kłopotów Milanistów.
Pewna formuła się „starła”, panowie grają ze sobą od bardzo dawna, a trener od dłuższego czasu operuje na tej samej tkance, by nie powiedzieć materiale.
Po pewnym czasie, koledzy nie są w stanie zmobilizować się w ten sam sposób, który mobilizowali się jeszcze parę lat temu. Szczególnie gdy większość z nich ma już swoje lata, a na koncie piękną kartę historii i kariery, z tytułami mistrzów świata i zdobywców LM włącznie.
Trener, wydaję się, też jest już zakładnikiem swojej własnej koncepcji. Gra wciąż tymi samymi zawodnikami, a nie ma lepszych na świecie, bardziej perspektywicznych, którzy mogą stanowić o sile tego zespołu przez kolejne lata?
Wydaję się jednak po prawdzie słusznym, iż „coś” się skończyło i chyba najlepszy to moment na zmiany, zmiany, zmiany.
Nowy trener wniósłby trochę życia do tego, co nie co, skostniałego „organizmu”. Nowy trener to nowe pomysły, nowe twarze i nowe wyzwania. I przecież nie jest tak, że Ancelottiego trzeba zwolnić po kilku nieudanych meczach...już poprzedni sezon przyniósł symptomy, iż kryzys jest tuż, tuż, wtedy, moim zdaniem, obraz tego zamazał świetny występ w Lidze Mistrzów. Niestety nowy sezon obnażył jednak wszystkie słabości. I może nawet nie tyle Milan cofnął się w rozwoju ile Świat poszedł bardziej do przodu. „Wyścig zbrojeń”, który to miał się już skończyć parę lat temu, wcale się nie skończył. Popatrzmy na składy najsilniejszych drużyn Europy. Każda jest systematycznie wzmacniana, zarówno zawodnikami młodymi, z przyszłością, ale również zawodnikami o uznanej marce i statusie gwiazdy.
Ale wracając do Milanu. Może faktycznie włoskie media mają rację i naturalnym następcą Carlo powinien być Marcello Lippi. I szczerze mówiąc do tej sekundy, kiedy piszę ten felieton, byłem o tym przekonany. Jednakże, gdy przeczytałem w mediach listę transferową Lippiego i szczerze powiedziawszy, nie powaliła mnie ona z nóg. Co prawda Cannavaro czy Zambrotta to moi absolutni faworyci ( Zambrottę zresztą bardzo bym widział w składzie) ale do tego Camoranesi i znów średnia wieku nie pójdzie raczej w dół, na szczęście Quaresma trochę ratuje ten pogląd.
A może lepiej spróbować inna charyzmatyczną postać... - Jose Mourinho.
Jednak facet pokazał, że ma w głowie pewien „plan”. W Chelsea trochę się zapętlił rozrzutnością swojego dobrodzieja, pana Abramowicza, ale myślę że wyciągnął z tego odpowiednie wnioski.
Chociaż nie jestem jego jakimś wielkim fanem, to może jednak udałoby mu się tchnąć nowego ducha w zespół.
Drugim trenerem, który przyszedł mi przed chwilą do głowy jest Rafeal Benitez. Facet poukładany, oddany piłce, lubiący dużo analizować, nie bojący się sprowadzać młodych. Ktoś kto ma swoją koncepcję i poszukuje do niej odpowiednich zawodników, często młodych, by połączyć ich z rutynowanymi „wyjadaczami”.
Myślę, że Rafa to niezły pomysł, zważywszy również na to, jak dużą wagę przykłada do taktyki, a jak wiadomo, we Włoszech, założenia taktyczne są zawsze na pierwszym miejscu.
Co prawda Benitez pracuje obecnie z „The Reds”, ale wiemy wszyscy dobrze, iż jego pozycja nie jest już tak silna jak rok czy dwa lata temu i na pewno również Rafa myśli gdzieś w głębi serca o zmianie klimatu i nowych wyzwaniach.
Kończąc te dywagacje, myślę, że należałoby podziękować „Antkowi” za pracę, za te wszystkie lata sukcesów i radości, które dzięki niemu przeżywaliśmy. Oddać mu hołd, który mu jest należny, bo w historii „il Diavolo” zapisał się złotymi zgłoskami, ale ....
Show must go on ....
|
|
Wpisał: hetz82
|
|
|
Forza Alberto |
|
|
|
11.02.2008. |
 62:26 na zegarze. Z boiska schodzi Serginho, zmieniony przez przeszło dwukrotnie od niego młodszego Paloschiego. 62:46. Nastolatek po podaniu Seedorfa uderza
z powietrza w róg bramki austrackiego bramkarza Manningera, dając Milanowi trzy punkty w spotkaniu ze Sieną.
Carletto Ancelotti nie wierzy w to, co stało się przed momentem. Kręci głową, z nieskrywaną radością na marsowym dotąd obliczu przybija "piątki" ze swoim
sztabem. Paloschi w tej samej chwili nie ma pojęcia jak się zachować. Podbiega do chorągiewki w narożniku boiska i w stylu swojego idola, Pippo Inzaghiego,
przyjmuje gratulacje od tych, których tego popołudnia wybawił z kłopotów.
20 grudnia Alberto zadebiutował w pierwszej drużynie, grając w wyjściowym składzie w pucharowym meczu przeciw Catanii na San Siro. Był najlepszym piłkarzem
gospodarzy, nie tylko ze względu na strzelonego gola. Następną szansę otrzymał w rewanżu z Sycylijczykami, 16 stycznia. Na Massimino rozpoczął jako
rezerwowy, ale po wejściu na murawę swoją obecność też zaznaczył bramką. Awansu rossonerim nie zapewnił, ale obok komfortu zabezpieczenia wolnego terminu na
zaległy mecz ligowy z Atalantą (wobec odpadnięcia z Coppa Italia), jego osoba stała się jedyną wymierną korzyścią traktowanego po macoszemu dwumeczu.
Milaniści zachwyceni kupionym za 22 mln euro Pato zapomnieli na moment o Paloschim. Gdy pojawiły się problemy z napastnikami i ze Sieną nie mogli grać: Gila,
Pato a Ronie odpadł z gry już na początku spotkania, znów w wyobraźni Ancelottiego pojawiła się alternatywa z nastoletnim bomberem z Primavery. W ciągu dwóch
kwadransów gry Alberto nie tylko trafił do siatki, ale jeszcze kilkukrotnie znalazł się pod bramką rywali a raz nawet wyjaśnił wykopem na aut niebezpieczną
sytuację w polu karnym Kalaca.
"Alberto Paloschi to jeden z największych talentów sekcji młodzieżowych Milanu. Tak naprawde nikt o nim wiele nie słyszał, bo wszyscy ostatnio skupili się
na transferze i umiejetnościach Pato. Nawet dwa gole w dwóch występach w Pucharze włoch nie wywołały takiego szumu jak bramki Pato." Mówi Michał
Miśkiewicz, bramkarz drużyny Berretti Milanu. "Osobiście mogę powiedzieć że są to dwa porównywalne talenty, ale jeden z nich jest wypromowany. Bardzo się
ucieszyłem po informacji, że Alberto wróci w poniedziałek z Viareggio [Primavera grała tam w Coppa Carnevale] aby wobec plagi kontuzji trenować z
pierwszą drużyną. Wiedziałem, że jak dostanie trochę czasu, to pokaże co potrafi. Widziałem go nie raz w Primaverze i potrafi naprawdę wiele. Jeżeli dalej
bedzie prowadzony w taki sposób przez Milan, chodzi mi tutaj przede wszystkim o spokój i odpowiednie dawkowanie treningów w jego rozwoju, to niedługo
będziemy mieli jeden z najlepszych i najmłodszych duetów w ataku na swiecie: Pato-Paloschi."
Galliani już mówi o zabójczej nastoletniej pace Pa-Pa. Media przechrzciły Alberto na "Patoschiego". Ancelotti, który sam w debiucie w Romie strzelił gola
Milanowi ledwie po minucie przebywania na boisku nie może pohamować zachwytów: "Jest niesamowity. Wydaje się być nam przeznaczony."
Młodszy o cztery miesiące od Pato Paloschi został w grudniu najmłodszym strzelcem gola dla Milanu w erze Berlusconiego. Mniej przeżytych dni w momencie
zdoybycia gola w serie A miał w tym sezonie jedynie Forestieri, z nota bene, Sieny. Osiemnastolatkowie to zdobywcy czterech z ostatnich pięciu goli
rossonerich w lidze. Razem Pato i Paloschi są tylko o rok starsi od Inzaghiego. Ich ojcem mogliby być też: Maldini, Favalli albo Cafu. I największe kuriozum
w tym wszystkim: w meczu ze Sieną piłkarz w wyjściowym składzie Milanu miał średnio prawie 33 lata. Warto zaznaczyć, że Pa-Pa jeszcze razem nie grali.
Alberto urodził się osiemnaście lat temu w Chiari, obok Brescii. Wychował się jednak w leżącym już w prowincji Bergamo Cividate al Piano. W drużynie
Fontanella w 2001 roku wypatrzyli go skauci Milanu. W zeszłym roku z drużyną Allievi Nazionali zdobył mistrzostwo Italii. Był prowadzony wówczas przez
legendarnego snajpera Alberigo Evaniego, który miesiąc temu powiedział o nim: "Cały czas doskonali celność i moc swojego uderzenia. Raz nawet po jego
strzale pękła piłka." Od tego sezonu pod okiem Filippo Gallego reprezentuje Primaverę. W reprezentacji Italii U-17 zdobył cztery gole w czterech
występach. Zadebiutował też już w kadrze U-20. Jego celem jest ustawiczny rozwój piłkarski. Treningi godzi z nauką w czwartej klasie Liceum Naukowego w
Tradate.
Michał Miśkiewicz zna Paloschiego i opinie o nim kolegów z Primavery. "Wiem, że jest to jeden z najbardziej poukładanych młodych piłkarzy jakich znam.
Jest dla niego ważny każdy szczegół: to co je, to co pije i jaki tryb życia prowadzi. Mimo młodego wieku jest już profesjonalistą. Mam nadzieję, że taki
nadal pozostanie."
Z rodzinnych stron zna Alberto doskonale Mario Balotellego, który jest odpowiedzią Interu na Pato. Teraz to Paloschi jest odpowiedzią Milanu na Balotellego.
Mający ghańskich rodziców "Turbo Mario", autor czterech goli w Coppa Italia (w tym dwóch przeciw Juve) oraz Alberto przyjaźnią się do dziś. Czarnoskóry
nastolatek adoptowany przez rodzinę z Concesio w wiek dorosły wkroczy dopiero w sierpniu. Nowa twarz rossonerich jest pełnoletnia od 4 stycznia.
Gole w Milanie Alberto zdobywa średnio co 58 minut. Ancelotti planuje pozostawić go w pierwszej drużynie do czasu aż wykuruje się Pato. Co potem?
|
|
Wpisał: catofdeath
|
|
|
Cud, wiara, nadzieja... PATO |
|
|
|
02.02.2008. |
CUD, WIARA, NADZIEJA... PATO.
... 74 minuta meczu Milan - Napoli, na trybunach komplet widzów. Rywalizacja obu zespołów znana jest w całych włoszech, jednak tym razem nie jest to pojedynek dwóch równorzędnych siebie ekip. Maradona, to nazwisko przyciągało tłumy mediolańczyków na San Siro jak magnes, dziś można by rzec, że cała podstawowa jedenastka Napoli nie ma w sobie tyle wdzięku co filigranowy Argeńtyńczyk... a jednak zimnego, styczniowego wieczoru na San Siro znowu zasiadł komplet kibiców. Tym razem wszystkie oczy zwrócone były na Alexandre Pato. Debiut brazylijskiego 18-latka zapowiadany był już wiele tygodni wcześniej, stąd tak ogromne emocje towarzyszyły jego debiutowi w meczu z Neapolem.
Prasa prześcigała się w porównaniach Pato do najwybitniejszych piłkarzy globu, a sam Carlo Ancelotti zapowiadał, że brazylijczyk posiada talent, który daje mu możliwość strzelania bramek na zawołanie. I nagle stało się jasne... Pato w towarzystwie swojego piłkarskiego guru Ronaldo stanął w korytarzu prowadzącym na boisku stadionu San Siro, tego wieczoru już wiedział, że zadebiutuje w Milanie, tego wieczoru piłka nożna wydała na świat cudowne dziecko i tylko od niego oraz Milanu będzie zależało czy to dziecko wyrośnie na wielką gwiazdę.
Już w początkowej fazie spotkania widać było ogromny talent młodziana, świetne ustawianie się, szybkość i technika to cechy, które było widać już po paru minutach meczu. Nadeszła 74 minuta meczu, wynik spotkania 4-2 na korzyść Milanu, po fantastycznej grze... Ronaldo, piłkę po dość przypadkowym zagraniu Favalliego ze środka boiska, opanowuje Pato i mknie w kierunku bramki... z łatwością mija kryjącego go obrońce Napoli i sprytnym strzałem po ziemi zdobywa swojego pierwszego gola dla Milanu!!! Jakże wielka była jego radość, pomimo, że grał w debiucie, to można by rzec o prawdziwym przełamaniu, bowiem wcześniej nie wykorzystał paru idealnych okazji na zdobycie bramki.
"Biały Pele" min. taki tytuł nosiła jedna z włoskich gazet na drugi dzień po jakże efektownym debiucie Pato. Oczywiście jest to porównanie na wyrost, ale nie pozostawia wątpliwości fakt, że oto tamtego zimowego wieczoru narodził się kolejny wielki Rossoneri, kolejny piłkarz, który (nie zawaham się użyć tego słowa) DA! Milanowi kolejne tytuły. Co szczególnie cieszy, to świetna współpraca Pato z resztą zespołu. Wspólnie z Kaką i Ronaldo możemy tu wręcz mówić o fenomenie, który już w tym sezonie ma szanse stać się zabójczy i nie do powstrzymania.
Pato to niewątpliwie inwestycja w przyszłość, jednak o skali jego aktualnego poziomu niech świadczy fakt, że z miejsca wygryzł ze składu choćby Gilardino, który na swoją markę pracował wiele lat. Napoli, Udinese, Atalanta, Genua oraz Reggina, to zespoły przeciw którym występował dotychczas Pato. Zdobył jak do tej pory trzy bramki, a sam Ancelotti w niedawno udzielonym wywiadzie wyznał, że spodziewa się po Pato co najmniej dziesięciu trafień do zakończenia rozgrywek. Poprzeczka, którą zawiesił Carlo wydaje się, więc niezbyt wysoko postawiona zważywszy na umiejętności popularnej "Kaczki". W myśl powiedzenia, że prawdziwe legendy rodzą się w meczach z wielkimi drużynami, Pato będzie miał okazję postawić wielki krok ku wspaniałej karierze już w meczach z Arsenalem, co zacznie wielką batalię Milanu o kolejny triumf w Lidze Mistrzów.
Milan, który ostatnimi czasy niczym bolid formuły 1 potrzebuje czasu aby się rozpędzić i poprzez spalanie zbędnego balastu osiągnąć najwyższe osiągi, potrzebował już od dłuższego czasu egzekutora, piątego biegu, który w końcu funkcjonuje w osobie Pato. Pozostaje nam wierzyć, że z meczu na mecz "Kaczka" będzie co raz lepszym egzekutorem, bowiem to wykańczanie akcji pozostaje największą bolączką Brazylijczyka, oby ten problem rozwiązał się błyskawicznie... W myśl zasady, że bez wiary potykamy się o źdźbło słomy, z wiarą przenosimy góry, oby tylko nasza nadzieja nie była matką głupich...
|
|
Wpisał: Krzyżak
|
|
| | «« start « poprz. 1 2 3 nast. » koniec »»
| | Pozycje :: 1 - 13 z 27 | | |