Był piękny. I będziemy go wspominać jeszcze długo. Maj był ostatnio tak owocny dla Milanu trzy lata temu, kiedy świętowali scudetto. W tym roku kasztany zakwitły dla Rossonerich w Atenach, gdzie po wspaniałym popisie Pippo Inzaghiego udało się zrewanżować Liverpoolowi za klęskę ze Stambułu. Drogę do siódmego triumfu w Pucharze Mistrzów otworzyło najlepsze chyba w tym sezonie spotkanie z Manchesterem. Europa padła Milanowi do kolan!
2 maja na San Siro z chłopcami Ancelottiego nie wygrałby prawdopodobnie żaden zespół na świecie. Pragnienie zwycięstwa, podrażniona ambicja i w końcu fakt, że w finale czekał już Liverpool sprawiły, że Rossoneri wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności. Tak oto w sezonie pozornie straconym ze względu na nastepstwa Calciopoli, odejście Shevy i brak odpowiedniego następcy po nim, okazało się, że można mimo wszystko sięgnąć po najwyższy cel.
W meczach przeciw Man Utd swoją pozycję jako gwiazdy światowego futbolu ugruntował Ricky Kaka'. Nieformalna detronizacja Cristiano Ronaldo, dotychczasowego lidera tak samo nieoficjalnych rankingów batalii o Złotą Piłkę z tronu najlepszego piłkarza globu nastąpiła właśnie w dwumeczu półfinałowym. Kaka' został królem strzelców Champions League, ze zdecydowaną przewagą nad innymi snajperami a decydenci UEFA nie będą też mieli innej możliwości jak wybrać go na najlepszego futbolistę tych rozgrywek. W jedenastce zakończonej edycji powinno się roić od Rossonerich.
W Atenach o wygranej zadecydował inny geniusz, choć zupełnie innego gatunku. Pippo Inzaghi na stałe wszedł do historii klubu, do panteonu osobistości, dzięki którym Milan sięgał po kolejne Puchary Europy. Altafini 1963, Prati 1969, Massaro 1994, Shevchenko 2003 i teraz Inzaghi 2007 będą nieodłącznie kojarzeni w pierwszej kolejności z wielkimi finałami. Superpippo takiego wpisu w biografii brakowało. Po 23 maja nikt go już nie śmie obrazić za nieefektowny styl, za nieporadność w panowaniu nad piłką. Ma już mocne argumenty na swoją obronę.
Pod względem czysto matematycznym ostatni miesiąc był w wykonaniu Rossonerich fatalny. Z czterech spotkań ligowych nie potrafili wygrać żadnego. Można to oczywiście tłumaczyć totalnym podporządkowaniem finałowi przeciw Liverpoolowi a także wcześniejszym już zapewnieniem sobie docelowego czwartego miejsca na mecie rozgrywek. Pozycja gwarantująca eliminacje Champions League w następnym sezonie została zapewniona praktycznie po zwycięstwie w Turynie, jeszcze przed rewanżem z Manchesterem. Po tym przyszły dwa remisy z Fiorentiną i Catanią a następnie domowa porażka z Udine. Bardziej jednak w tym ostatnim spotkaniu obchodziło wszystkich pożegnanie Billy'ego Costacurty niż ligowe punkty. Przyszły asystent Ancelottiego zanim powiedział addio zdobył gola, swojego... piątego w całej, długiej karierze. Na zakończenie sezonu Rossoneri pomogli w zachowaniu ligowego bytu Regginie, zostawiając trzy punkty na jej stadionie.
Milan zrealizował wszystkie swoje cele na ten sezon. Rok po wybuchu afery, w którą w nie do końca wyjaśnono jak klub z via Turati też był zamieszany, wydaje się, że serie A wraca do swojej rzeczywistości. Szansę wykorzystał Inter, ale już w sierpniu w nowym sezonie wystartują z czystą kartą Milan i Juventus. Roma stała się drużyną z najwyższej półki a Lazio dawno już nie było tak silne jak pod batutą Delio Rossiego. Na razie czas na mercato. Wszystko wskazuje na to, że wspaniały finał w Atenach nie był ostatnim meczem w Milanie dla któregokolwiek z jego bohaterów tamtego wieczoru. Do zespołu mistrzów Europy powinni przyjść piłkarze, którzy jeszcze rzeczywiście wzmocnią skład. Po ostatnim triumfie w Champions League w 2003 roku w klubie zjawił się mało znany wówczas chłopak z Brazylii. Nazywają go Kaka'.