
Strzał ostrzegawczy to w definicji wystrzelenie pocisku pionowo w powietrze. Inaczej rozumiał to policjant, który ma na sumieniu nie tylko życie człowieka, ale też dzięki któremu nie od dziś nienawidzący służb mundurowych najbardziej zagorzali a przez to mający największe skłonności do wszczynania awantur kibice będą mieć w rękach silny argument na niekorzyść jego i jemu podobnych.
Oto w sobotę wieczorem Gabriele Sandri wcześniej niż zwykle skończył miksować muzykę w rzymskim klubie Piper. Wszystko po to, by rano wstać wcześnie i wyruszyć w podróż do Mediolanu, gdzie jego ukochane Lazio grało z Interem. Późno w nocy dostał jeszcze smsa od swojego przyjaciela, prawego obrońcy drużyny Lorenzo de Silvestriego. "Jesteśmy przygotowani jak nigdy, myślimy tylko o zwycięstwie. Ale tylko z wami to osiągniemy".
Z trójką kompanów wyjechali o brzasku, by być na miejscu odpowiednio wcześnie. Droga była prosta, autostrada A1 łączy bezpośrednio stolicę z północą. Nie dojechali. W Badia al Pino skończyło się życie Gabriele i raz na zawsze zmieniło postrzeganie świata przez jego przyjaciół i rodzinę. "Niefortunny", jak to określił kwestor regionu Arezzo, gdzie doszło do tragedii, strzał ostrzegawczy funkcjonariusza PolStrady, odpowiednika naszej drogówki, przeszył szyję młodego człowieka.
DJ z Rzymu nie rzucał się, nie opluwał mundurowych, nie miał przy sobie niebezpiecznych narzędzi. Tak jak jego koledzy, nawet grupka fanów Juventusu, od których słownej zaczepki na parkingu przed stacją benzynową wzięła się interwencja policjantów.
W Italii wybuchła hekatomba, rozeszła się plotka, że policjant zabił kibica. Odwołano mecz Interu z Lazio, w Bergamo rozjuszeni kibole zaczęli demolować własny stadion, wieczorem w Rzymie zrezygnowano z meczu Roma - Cagliari, kiedy zjednoczone siły ultrasów Romy i Lazio zaatakowały oddziały karabinierów i siedzibę Włoskiego Komitetu Olimpijskiego.
A wszystko przez "niefortunny strzał ostrzegawczy". Partyzantka, która paliła w niedzielną noc rzymskie ulice przywoływała na myśl najgorsze skojarzenia. Czy jednak wydarzenia z sobotniego przedpołudnia nie były jedynie kropelką, która przelała, (który tu już raz?), czarę apenińskiego chuligaństwa?
Ostatnie tak drastyczne chwile przeżywaliśmy w lutym, kiedy po śmierci policjanta w Catanii (dostał w głowę starą umywalką) wprowadzono "drakońskie" dekrety wobec pseudokibiców. Teraz też nie obejdzie się bez celnej i pięknie wyartykułowanej pointy. Minister Melandri, która z futbolem ma tyle wspólnego co ja z zeszłoroczną suszą w Burkina Faso, wraz ze sztabem tęgich głów zaostrzy prawo. Tylko co z tego? Ziarna chuligaństwa się w ten sposób nie wypleni.