CUD, WIARA, NADZIEJA... PATO.
... 74 minuta meczu Milan - Napoli, na trybunach komplet widzów. Rywalizacja obu zespołów znana jest w całych włoszech, jednak tym razem nie jest to pojedynek dwóch równorzędnych siebie ekip. Maradona, to nazwisko przyciągało tłumy mediolańczyków na San Siro jak magnes, dziś można by rzec, że cała podstawowa jedenastka Napoli nie ma w sobie tyle wdzięku co filigranowy Argeńtyńczyk... a jednak zimnego, styczniowego wieczoru na San Siro znowu zasiadł komplet kibiców. Tym razem wszystkie oczy zwrócone były na Alexandre Pato. Debiut brazylijskiego 18-latka zapowiadany był już wiele tygodni wcześniej, stąd tak ogromne emocje towarzyszyły jego debiutowi w meczu z Neapolem.
Prasa prześcigała się w porównaniach Pato do najwybitniejszych piłkarzy globu, a sam Carlo Ancelotti zapowiadał, że brazylijczyk posiada talent, który daje mu możliwość strzelania bramek na zawołanie. I nagle stało się jasne... Pato w towarzystwie swojego piłkarskiego guru Ronaldo stanął w korytarzu prowadzącym na boisku stadionu San Siro, tego wieczoru już wiedział, że zadebiutuje w Milanie, tego wieczoru piłka nożna wydała na świat cudowne dziecko i tylko od niego oraz Milanu będzie zależało czy to dziecko wyrośnie na wielką gwiazdę.
Już w początkowej fazie spotkania widać było ogromny talent młodziana, świetne ustawianie się, szybkość i technika to cechy, które było widać już po paru minutach meczu. Nadeszła 74 minuta meczu, wynik spotkania 4-2 na korzyść Milanu, po fantastycznej grze... Ronaldo, piłkę po dość przypadkowym zagraniu Favalliego ze środka boiska, opanowuje Pato i mknie w kierunku bramki... z łatwością mija kryjącego go obrońce Napoli i sprytnym strzałem po ziemi zdobywa swojego pierwszego gola dla Milanu!!! Jakże wielka była jego radość, pomimo, że grał w debiucie, to można by rzec o prawdziwym przełamaniu, bowiem wcześniej nie wykorzystał paru idealnych okazji na zdobycie bramki.
"Biały Pele" min. taki tytuł nosiła jedna z włoskich gazet na drugi dzień po jakże efektownym debiucie Pato. Oczywiście jest to porównanie na wyrost, ale nie pozostawia wątpliwości fakt, że oto tamtego zimowego wieczoru narodził się kolejny wielki Rossoneri, kolejny piłkarz, który (nie zawaham się użyć tego słowa) DA! Milanowi kolejne tytuły. Co szczególnie cieszy, to świetna współpraca Pato z resztą zespołu. Wspólnie z Kaką i Ronaldo możemy tu wręcz mówić o fenomenie, który już w tym sezonie ma szanse stać się zabójczy i nie do powstrzymania.
Pato to niewątpliwie inwestycja w przyszłość, jednak o skali jego aktualnego poziomu niech świadczy fakt, że z miejsca wygryzł ze składu choćby Gilardino, który na swoją markę pracował wiele lat. Napoli, Udinese, Atalanta, Genua oraz Reggina, to zespoły przeciw którym występował dotychczas Pato. Zdobył jak do tej pory trzy bramki, a sam Ancelotti w niedawno udzielonym wywiadzie wyznał, że spodziewa się po Pato co najmniej dziesięciu trafień do zakończenia rozgrywek. Poprzeczka, którą zawiesił Carlo wydaje się, więc niezbyt wysoko postawiona zważywszy na umiejętności popularnej "Kaczki". W myśl powiedzenia, że prawdziwe legendy rodzą się w meczach z wielkimi drużynami, Pato będzie miał okazję postawić wielki krok ku wspaniałej karierze już w meczach z Arsenalem, co zacznie wielką batalię Milanu o kolejny triumf w Lidze Mistrzów.
Milan, który ostatnimi czasy niczym bolid formuły 1 potrzebuje czasu aby się rozpędzić i poprzez spalanie zbędnego balastu osiągnąć najwyższe osiągi, potrzebował już od dłuższego czasu egzekutora, piątego biegu, który w końcu funkcjonuje w osobie Pato. Pozostaje nam wierzyć, że z meczu na mecz "Kaczka" będzie co raz lepszym egzekutorem, bowiem to wykańczanie akcji pozostaje największą bolączką Brazylijczyka, oby ten problem rozwiązał się błyskawicznie... W myśl zasady, że bez wiary potykamy się o źdźbło słomy, z wiarą przenosimy góry, oby tylko nasza nadzieja nie była matką głupich...