
„Show must go on …”
Włoskie gazety rozpisują się o tym, iż to Wielki Koniec Wielkiego Milanu.
Czy tak jest w istocie, nam „wiernym od zawsze, na zawsze” ciężko to przyznać, ale....
Trudno się nie zgodzić, gdy drużyna odpada w 1/8 finału Ligi Mistrzów, a w lidze zespołowi mówiąc oględnie, „nie idzie”. Niestety w bezpośrednich meczach z najważniejszymi konkurentami do wysokich pozycji ligowych, Milan wypada słabo. Porażka z Interem i Romą, remis z Juve, te wyniki świadczą jednak o tym, iż Milan nie jest w stanie sięgnąć w tym roku po nic więcej jak 4 miejsce. Niestety wydaje się, iż taka jest smutna prawda tego sezonu.
Niesamowitym wydaje się to, iż we Włoszech, każda drużyna liczy na wywiezienie ze stadionu San Siro choćby jednego punktu. Zamiast paść na kolana i prosić o najmniejszy wymiar kary, zespoły takie jak Empoli (0:1), Catania (1:1), Torino (0:0), czy miesiąc temu Livorno (1:1) odbierają Milnowi punkty i ciężko dopatrywać się w tym jakiejś teorii spiskowej. Tak po prostu grają rossoneri w tym sezonie. Remisują na własnym stadionie z w/w Catanią, by tydzień później rozbić w pył zespół Lazio (1:5). Gdzie sens, gdzie logika? Moim zdaniem zmęczenie materiału i wypalenie się pewnej koncepcji...
Nie oszukujmy się – nawet najlepsze laboratorium nie jest w stanie „wycisnąć” najwyższej formy z 40 letnich mężczyzn, a już na pewno nie przez cały sezon, i może stąd te wahania.
Znów odezwą się głosy, że Paolo Maldini ma ileść tam dzieścia lat, a wciąż gra na bardzo wysokim poziomie - zgoda, ale nie przez 40, 50, 60 czy 70 spotkań w sezonie.
Żeby było jasne, jestem fanem Milanu od jakiś 16-18 lat i całe życie wzorem zarówno piłkarza na boisku jak i poza nim był, jest i będzie dla mnie Paolo M., ale jeśli nie doczeka się godnego następcy, to po prostu odejdzie pewnego dnia, a w jego miejscu pozostanie pusta dziura.
Oczywiście, że takiego piłkarza, takiej osobowości nie można zastąpić, ale właśnie póki jest „czynny” powinno mu się dać kogoś pod skrzydła. Kogoś o dużym talencie i dużych umiejętnościach, bym mógł podnosić swoje walory przy Kimś takim jak „Il Capitano”.
Tak jak robił to Paolo pod okiem chociażby Baresiego...
Ale pozostawmy na chwilę średnią wieku kadry „Il Diavolo” , która jest tematem złośliwości oponentów Milanu.
Bo chyba nie tylko to jest bolączka piłkarzy ze Stadionu Giuseppe Meazza.
”Zmęczenie materiału”, to moim zdaniem jeden z podstawowych kłopotów Milanistów.
Pewna formuła się „starła”, panowie grają ze sobą od bardzo dawna, a trener od dłuższego czasu operuje na tej samej tkance, by nie powiedzieć materiale.
Po pewnym czasie, koledzy nie są w stanie zmobilizować się w ten sam sposób, który mobilizowali się jeszcze parę lat temu. Szczególnie gdy większość z nich ma już swoje lata, a na koncie piękną kartę historii i kariery, z tytułami mistrzów świata i zdobywców LM włącznie.
Trener, wydaję się, też jest już zakładnikiem swojej własnej koncepcji. Gra wciąż tymi samymi zawodnikami, a nie ma lepszych na świecie, bardziej perspektywicznych, którzy mogą stanowić o sile tego zespołu przez kolejne lata?
Wydaję się jednak po prawdzie słusznym, iż „coś” się skończyło i chyba najlepszy to moment na zmiany, zmiany, zmiany.
Nowy trener wniósłby trochę życia do tego, co nie co, skostniałego „organizmu”. Nowy trener to nowe pomysły, nowe twarze i nowe wyzwania. I przecież nie jest tak, że Ancelottiego trzeba zwolnić po kilku nieudanych meczach...już poprzedni sezon przyniósł symptomy, iż kryzys jest tuż, tuż, wtedy, moim zdaniem, obraz tego zamazał świetny występ w Lidze Mistrzów. Niestety nowy sezon obnażył jednak wszystkie słabości. I może nawet nie tyle Milan cofnął się w rozwoju ile Świat poszedł bardziej do przodu. „Wyścig zbrojeń”, który to miał się już skończyć parę lat temu, wcale się nie skończył. Popatrzmy na składy najsilniejszych drużyn Europy. Każda jest systematycznie wzmacniana, zarówno zawodnikami młodymi, z przyszłością, ale również zawodnikami o uznanej marce i statusie gwiazdy.
Ale wracając do Milanu. Może faktycznie włoskie media mają rację i naturalnym następcą Carlo powinien być Marcello Lippi. I szczerze mówiąc do tej sekundy, kiedy piszę ten felieton, byłem o tym przekonany. Jednakże, gdy przeczytałem w mediach listę transferową Lippiego i szczerze powiedziawszy, nie powaliła mnie ona z nóg. Co prawda Cannavaro czy Zambrotta to moi absolutni faworyci ( Zambrottę zresztą bardzo bym widział w składzie) ale do tego Camoranesi i znów średnia wieku nie pójdzie raczej w dół, na szczęście Quaresma trochę ratuje ten pogląd.
A może lepiej spróbować inna charyzmatyczną postać... - Jose Mourinho.
Jednak facet pokazał, że ma w głowie pewien „plan”. W Chelsea trochę się zapętlił rozrzutnością swojego dobrodzieja, pana Abramowicza, ale myślę że wyciągnął z tego odpowiednie wnioski.
Chociaż nie jestem jego jakimś wielkim fanem, to może jednak udałoby mu się tchnąć nowego ducha w zespół.
Drugim trenerem, który przyszedł mi przed chwilą do głowy jest Rafeal Benitez. Facet poukładany, oddany piłce, lubiący dużo analizować, nie bojący się sprowadzać młodych. Ktoś kto ma swoją koncepcję i poszukuje do niej odpowiednich zawodników, często młodych, by połączyć ich z rutynowanymi „wyjadaczami”.
Myślę, że Rafa to niezły pomysł, zważywszy również na to, jak dużą wagę przykłada do taktyki, a jak wiadomo, we Włoszech, założenia taktyczne są zawsze na pierwszym miejscu.
Co prawda Benitez pracuje obecnie z „The Reds”, ale wiemy wszyscy dobrze, iż jego pozycja nie jest już tak silna jak rok czy dwa lata temu i na pewno również Rafa myśli gdzieś w głębi serca o zmianie klimatu i nowych wyzwaniach.
Kończąc te dywagacje, myślę, że należałoby podziękować „Antkowi” za pracę, za te wszystkie lata sukcesów i radości, które dzięki niemu przeżywaliśmy. Oddać mu hołd, który mu jest należny, bo w historii „il Diavolo” zapisał się złotymi zgłoskami, ale ....
Show must go on ....