Nasza mała Liga Mistrzów
Stało się. Po wielu tłustych latach Milanu zabraknie w ćwierćfinale Champions League.
Przyzwyczajeni do sukcesów, możemy się jedynie cieszyć, że wyeliminował nas zespół klasowy. Dynamiczny, nowoczesny i żądny sukcesu Arsenal Londyn pozbawił pogrążony w letargu i osłabiony kontuzjami AC Milan. Pozbawił Maldiniego ukoronowania kariery finałem w Moskwie, a nas kibiców nadziei i wiary w nieśmiertelność Seedorfa i spółki.
Nie jeden z Was podda wątpliwości mój argument dotyczący kontuzji. Wszakże zabrakło praktycznie tylko(!) Seedorfa. Ale właśnie jego brak moim zdaniem okazał się kluczowy w konfrontacji z Kanonierami. Jego gra, ostatniej soboty w konfrontacji z Romą tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że szczególnie w meczach z czołowymi zespołami Europy i Serie A jest on w Milanie niezbędny. W najważniejszych meczach wspina się na wyżyny swoich umiejętności, a jego spokój, opanowanie i bajeczna technika są dla zespołu nieocenione. Również kontuzja uniemożliwiła zaprezentowanie 100% swoich możliwości najlepszemu piłkarzowi świata. Kaka, zmagający się z chronicznym bólem kolana, nie był w stanie poprowadzić Il Diavolo do zwycięstwa nad angielskim gigantem, tak jak to uczynił w poprzedniej edycji w konfrontacji z Manchesterem United. O braku Ronaldo już nawet nie wspomnę.
Dość o kontuzjach. W zeszłym sezonie Liga Mistrzów była odskocznią od kiepskich i bezbarwnych występów w rodzimej lidze. W tym sezonie, nie dość, że Rossoneri przestali błyszczeć w Champions League, to ich postawa w Serie A jest jeszcze słabsza niż w sezonie 2006/07. Zewsząd lecą gromy. Ogromnej krytyce poddawani są Ancelotti i Gialliani. Media wytykają podstarzałą kadrę i słabą ławkę rezerwowych. Codziennie przypisują nam nowego trenera, piłkarza, sugerują zmianę taktyki. Może uznacie mnie za szaleńca, ale ja zapytam:
po co?
Nie podlega wątpliwości, że potrzebujemy świeżej krwi. Wzmocnienia są niezbędne. Ale
po co zmieniać trenera, który pozwolił nam wspiąć się na wyżyny. Osiągnął dwa finały, półfinał i ćwierćfinał w ostatnich 5 latach. Pokażcie mi drugiego o podobnych osiągnięciach.
Po co zmieniać wykonawców jego genialnej myśli trenerskiej. Piłkarzy, którzy zdobyli w zeszłym roku Puchar Mistrzów, Superpuchar Europy, i wreszcie tytuł Klubowych Mistrzów Świata? Na Boga
po co burzyć najlepszą drużynę na świecie?
Oczywiście zmiany są potrzebne. Moim zdaniem brakuje nam napastnika z prawdziwego zdarzenia., który tworzyłby duet z Pato. Przydałby się również młody, kreatywny, ofensywny pomocnik (niestety chyba juz nie Gourcuff), który nieco ożywiłby linię pomocy i wprowadził trochę rywalizacji. Podobnie w obronie. Patrząc na naszego pająka, nie śmiem wspomnieć o bramkarzu. Szkielet powinien zostać bez zmian. Seedorf, Pirlo, Nesta czy Ambrosini to wciąż gracze na najwyższym światowym poziomie. Jeżeli dodamy do tego młodziutkiego Pato, który jeżeli nie zbłądzi, na co mu w Milanie na pewno nie pozwolą, będzie stanowił o sile Rossonerich przez wiele lat.
Dlatego nie spuszczajmy głów po odpadnięciu z Champions League. Ciężko jest przełknąć gorycz porażki. Milan bardzo nas rozpieścił w ostatnich latach. Kibice jakiego innego klubu mieli w ostatnich latach tyle powodów do radości? Właśnie za to powinniśmy być im wdzięczni.
Teraz należy się skupić na walce w Serie A. Na naszej małej Lidze Mistrzów. Pozostało 9 meczów. Niech każdy będzie jak finał w Atenach. Niech walka, determinacja i polot w grze pozwolą nam osiągnąć czwarte miejsce w lidze. Miejsce, które pozwoli nam powrócić na szczyt, z którego tak na dobrą sprawę nie zdążyliśmy jeszcze spaść...