
Po raz 267. rozpłynie się zapach wielkiego święta. Sędzia Rosetti wprowadzi na murawę stadionu dwie wielkie jedenastki, piłkarzy o których rok w rok dopytują inne wielkie kluby, zawodników kompletnych, a najlepszy spektakl oglądamy tylko wtedy gdy i obsada jest najwyższych lotów. Wojna nerwów, wojna kibiców, wojna czarno-niebieskich z czerwono-czarnymi, przeplatające się okrzyki kibiców. To właśnie w takich dniach cały Mediolan zastyga. Nie ma możliwości dostania ciepłych bułek, czy wypicia w spokoju herbaty. Całe miasto żyje tym świętem. Przedstawiamy Wam wielkie derby Milan - Inter, dla wielu najważniejszą bitwę na świecie. Mimo, że samo spotkanie bardzo elektryzuje, to jednak śmietanką tej kawy jest fakt, że dla obu zespołów zwycięstwo oznacza ważny sukces o który walczyli cały sezon. Inter już w ten wieczór może zapewnić sobie 16. tytuł mistrzowski. Dla Manciniego, szkoleniowca nerazzurrich byłoby to znakomite zakończenie (prawdopodobnie) pracy w obecnym klubie a nie ma niczego lepszego jak odejście w glorii chwały udowadniając zarazem siłę klubu przeciwko największemu rywalowi. Mimo, że tradycja i historia przemawia za tym, że to gospodarze powinni być głównym przeciwnikiem w walce o scudetto to jednak taki scenariusz trzeba odłożyć na później. Tym razem do głosu dochodzi chęć uczestnictwa w Lidze Mistrzów. To są derby Mediolanu, zawsze emocjonujące, nieszablonowe, zadziwiające. A na wszystko to na żywo będzie patrzeć 81 tys. zagorzałych kibiców.
Oszukać przeznaczenie. Tabela Serie A przedstawia bardzo wyraźnie faworyta tego pojedynku, jednak derby rządzą się swoimi prawami i zawsze były wyrównanymi wojnami. W poprzedniej rundzie rossoneri nieznacznie, bo 1:2 ulegli Interowi. Mimo prowadzenia po bramce Pirlo nie udało się utrzymać korzystnego rezultatu i możliwe że powodem porażki była fatalna interwencja Didy, która ucięła Milanowi skrzydła tuż przy ramionach. Emocje na pewno prognozuje także fakt, że w rozegranych 266 spotkaniach bilans wygląda 103-72-91. Patrząc na nieustający pech i poczynania Milanu w serie A to miejsce poza europejską elitą było chyba w następnym sezonie dla nich przeznaczone. Jednak ostatnie spotkania znów cieszą serce i teraz na usta wszystkich nasuwa się zdanie : „Czy uda się oszukać przeznaczenie?”.
Perfekcja w każdym calu. Sukces drużynie rossonerich ma przynieść ten, któremu weszło to już w krew. Często niedoceniany, w cieniu najpierw Szewy, później Ronaldo, czy teraz Pato. Niedoceniany przez selekcjonera reprezentacji Włoch. Mowa tu o piłkarzu kompletnym dzięki któremu wiele razy każdy fan Milanu mógł płakać z radości. Bo taki jest Pippo , niezawodny, zawsze młody. Pozytywne przymiotniki chwalące go zajęłyby mnóstwo miejsca. Nam zależy jednak tym razem tylko na tym, by on znalazł miejsce dla piłki w siatce Julio Cesara. Przedstawiać się już nikomu nie musi. Bo kto nie zna w Mediolanie Filippo Inzaghiego?
Niestety (chociaż serce i przeczucie mówi mi że stety) nie zobaczymy pojedynku Ibrahimovic - Inzaghi. As z talii Manciniego na pewno nie wybiegnie jutro w niebiesko-czarnej koszulce. Jego miejsce ma zająć młodziutki Balotelli. Kibice rywala wypatrują w tym chłopaku szanse na zwycięstwo. Czy młodzian okaże się być niesfornym uczniem mistrza, czy jednak Inzaghi poskromi krewki charakter napastnika Interu?
Niedostępni ciałem, walczący sercem. Przeglądając szpital rossonerich najbliższe derby odpuścić będzie musiał sobie m.in. antybohater ostatniego spotkania - Nelson Dida. Niewyjaśniona kontuzja przekreśliła doszczętnie szanse na jego występ, chociaż i tak raczej Kalac mógł spać spokojnie o miejsce w bramce. Oprócz Brazylijczyka kontuzje wciąż ma trzech jego rodaków – Serginho, Emerson i Ronaldo. Siła ognia nie wydaje się więc zbytnio osłabiona tym bardziej, że dwaj pierwsi przyzwyczaili się do roli rezerwowych, a Ronaldo boryka się z kontuzją już dłuższy okres. Szkoda tylko braku kapitana. Zawodnik mający taki wpływ na morale drużyny przydałby się w takim spotkaniu. Trener Interu podobnie jak Ancelotti nie będzie mógł wystawić pięciu graczy. Jednak ogólnie strat nie można uznać za równe, bo oprócz wyżej wymionego już Ibrahimovica na pewno nie zagra Figo, Dacourt, Samuel i Cordoba.
Jedno jest pewne. Każdej ze stron zależy na zwycięstwie, aby zakończyć stylowo ten sezon. Obie drużyny podchodzą do przeciwnika z respektem. „Gierka przedmeczowa” piłkarzy, działaczy czy nawet osób postronnych toczy się już od dawna. Na zmianę słychać głosy kto jest faworytem, pochwały piłkarzy, czy nawoływanie do koncentracji. Jedno jest wiadome. Na pewno na tym nie ucierpi spotkanie, a mecz musi wygrać futbol, bo takie widowisko gwarantuje ten mecz.. Mi pozostaje nadzieja, że Milan stworzy kolektyw, który spowoduje wybuch euforii w jutrzejszą noc. Ubi concordia, ibi victoria – gdzie zgoda, tam zwycięstwo, dlatego odliczamy godziny, mam wielką nadzieję, że godziny dzielące nas od fety.