INZAGHI (nasza ocena: 7,5). Drugi najlepszy strzelec zespołu po Kace. Mimo 34 lat na karku Pippo wciąż doskonale pamięta jak zdobywać gole, czego dowodem jest 18 trafień minionego sezonu. W lidze rozegrał 21 spotkań, strzelając przy tym 11 bramek. Do tego świetne występy w Lidze Mistrzów, gdzie czterokrotnie pokonywał bramkarzy rywala, w pięciu meczach, plus gol w meczu o Superpuchar Europy, a także dwa trafienia w finale Klubowych Mistrzostw Świata, co dając fantastyczną średnią potwierdza geniusz Inzaghiego. Czołowa postać Milanu, obok takich piłkarzy jak Ambrosini czy Kaka.
PATO (7,5). Po pół roku gry już wiemy, że jest skarbem, który szefostwo klubu będzie broniło przed zakusami różnych Realów i Chelsea. Alexandre jest w opinii wielu talentem większym niż Kaka', który tak pięknie rozwinął się w ciepłym mediolańskim klimacie. Ricky wziął sobie na wychowanie młodego rodaka, który miał jednak znacznie trudniejsze warunki do pokazania swoich umiejętności. Ale jeśli Pato poradził sobie z wielką presją jako nastolatek, to znak, że jest gotowy na naprawdę wielkie wyzwania w prowadzeniu Milanu na szczyty.
Rozpoczął treningi w Milanello już latem 2007. 24 mln euro to była bajońska suma za niepełnoletniego gracza, rekord transferowy jeśli idzie o nastolatków. Alexandre od razu znalazł w Mediolanie przyjaźń, jako że Brazylijczyków tam pod dostatkiem. Zawstydzał najlepszych piłkarzy świata techniką w gierkach wewnętrznych, na rywali przyszedł czas dopiero w styczniu. Wejście było fantastyczne: gol przeciwko Napoli na San Siro. Później zdobył obie bramki kontra Genoa i złotego gola we Florencji (jako joker). Ancelotti forsował go w pierwszym składzie, aż przyszedł czas na opamiętanie, bo młody organizm po pół roku przerwy w grze buntował się przeciążeniom.
Arsene Wenger uczulił swoich piłkarzy na młokosa szczególnie i Pato w meczach z Arsenalem nie istniał. Na jego czas w europejskich pucharach jeszcze przyjdzie czas. W serie A zanotował 9 goli w 18 meczach. Formalnie został klubowym mistrzem świata, czyli obronił tytuł sprzed roku. Drugim podwójnym czempionem globu jest Dida.
Alexandre w sierpniu będzie jedynym milanistą na igrzyskach olimpijskich w Pekinie. Debiutował również już w dorosłej reprezentacji canarinhos, podobnie jak w Milanie zdobywając zwycięską bramkę w spotkaniu towarzyskim ze Szwecją.
GILARDINO (5,5). Łącznie we wszystkich rozgrywkach wystąpił 39 razy, strzelił 9 goli; siedem w lidze i dwa w fazie grupowej Champions League. Bramki zdobyte w meczu Szachtarem, były dla niego dopiero trzecim i czwartym trafieniem w barwach Milanu w europejskich pucharach (wcześniej w sezonie 2006/07 pokonał golkipera Anderlechtu, a także Manchesteru United).
Zarówno dorobek bramkowy jak i postawa, byłego już gracza AC Milan w minionym sezonie woła o pomstę do nieba. Miał swój dobry okres, gdy zapewniał drużynie trzy punkty, trafiając do siatki w meczach z Udinese czy Regginą (obydwa gole na 1:0), jednak obrazu napastnika kompletnie zagubionego na boisku nie zamaże nic.
Niezwykle nieskuteczny, w drugiej części sezonu przegrał walkę o miejsce w składzie, z jednej strony z 34-letnim Inzaghim, z drugiej z 18-latkami: Pato i Paloschim, którzy byli od niego po prostu lepsi. To chyba najwydatniej oddaje dyspozycję w jakiej znajdował się Gilardino w trzecim i ostatnim sezonie na San Siro. Kilka tygodni temu sprzedany do Fiorentiny, gdzie jeszcze raz będzie miał okazję współpracować z Cesare Prandellim, który notabene swojego czasu, uczynił z niego jednego z najskuteczniejszych snajperów Serie A.
RONALDO. Miał być ważnym ogniwem w taktyce Carletto, był graczem, na którego Ancelotti postawił tylko 6 razy. Nie przez słabą formę, bo Il Fenomeno grając nawet na 30% swoich możliwości prezentował przebłyski geniuszu. Kontuzje trapiące Brazylijczyka nie dawały spać po nocach sztabowi medycznemu.
Miało być pięknie. Inauguracja sezonu odbyła się bez Roniego, kolejne mecze… coś było nie tak. Kiedy wydawało się, że zobaczymy w końcu na boisku piłkarza z numerem 99, znów coś nie zagrało. Sztab medyczny z via Turati nie był w stanie zapobiegać kolejnym tajemniczym kontuzjom Brazylijczyka. Niektórzy pokusili się nawet o tezę, że kolejne urazy były spowodowane słabą psychiką Ronaldo.
Nadchodziły Klubowe Mistrzostwa Świata, tam miał być wielki powrót fenomena boisk. Skończyło się tylko na apetytach. W końcu, przedostatni mecz pierwszej rundy serie A, Milan – Napoli. W duecie z Pato czarowali na boisku, dzień po cudownej wiktorii 5-2 media rozpisywały się o cudownym trio w Milanie po Gre-No-Li. Tym razem było to Ka-Pa-Ro. Kibice jeszcze dobrze nie ochłonęli po zwycięstwie, a już niebawem kolejna kontuzja. Ronie na boisko jeszcze wrócił, ale 13 lutego 2008 roku w meczu z Livorno zerwał wiązadła w lewym kolanie. Obecnie przechodzi rehabilitację.
Do tej pory nie wiadomo, czy kariera Brazylijczyka trwać będzie dalej. Niemal pewne jest, że do Milanu, z którym wygasa mu za kilka dni kontrakt, już nie wróci…
PALOSCHI. Największe objawienie w szeregach rossonerich w minionym sezonie. Kto by przypuszczał, że chłopak z Primavery, który w pierwszym składzie rozegrał dopiero dwa spotkania w Pucharze Włoch, przesądzi o zwycięstwie Milanu w meczu ze Sieną. W tym pamiętnym spotkaniu zdobył bramkę 17 sekund po wejściu na boisko. W ligowym debiucie!
Wypromował się w meczach Coppa Italia. Mimo, że Milan szybko odpadł, on pokazał się z dobrej strony, strzelając dwa gole w dwóch konfrontacjach z Catanią. 18–letni wychowanek Il Diavolo szybko zyskał sympatię fanów, którzy byli głodni kolejnych występów tego młodziana w czerwono-czarnym trykocie. Wszystkim w pamięci pozostać powinna radość Alberto po zdobyciu gola przeciwko Sienie. Nie trudno się domyślić, że jego idolem jest Pippo Inzaghi, z którym wspólnie spędzają wakacje.